sobota, 31 maja 2008

Słodkie rogaliki


Na ten przepis natknęłam się przez przypadek na jakimś amerykańskim forum. Tym razem pozwoliłam sobie zmienić nazwę , ponieważ "dinner rolls" nijak do mnie nie przemawia , a wręcz wprowadza w błąd , bo kojarzy mi się z bułeczkami niesłodkimi (swoją drogą nie mogę pojąć jak można podawać słodkie bułki do obiadu ? - Amerykanie tak robią). Natomiast te rogaliki są zdecydowanie słodkie - jak na drożdżówki oczywiście ;-) Zawsze mnie kusi , żeby do środka tego typu wypieków dać choć odrobinę marmolady , ale zapewniam , że i bez tego są pyszne. Jeszcze tylko dodam , że pierwszy raz spotkałam się z takim przepisem , w którym jednocześnie występują drożdże z proszkiem do pieczenia - jedno z drugim wcale się nie "gryzie" ;-)


Składniki:
- 1 op. suszonych drożdży (7 g)
- 1/2 szkl. ciepłej wody
- 1/3 szkl. + 1 łyżka cukru
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 1 szkl. mleka
- 1/3 kostki masła lub margaryny + dodatkowo 1-2 łyżki do smarowania
- 2 jajka
- 4 i 1/2 - 5 i 1/2 szkl. mąki
- szczypta soli

Drożdże rozmieszać z wodą , dodać 1 łyżkę cukru i proszek do pieczenia. Zostawić na 20 minut. W międzyczasie podgrzać 1 szkl. mleka (ma być gorące) , dodać 1/3 kostki masła , 1/3 szkl. cukru i sól. Wymieszać i ostudzić. Następnie połączyć razem z rozpuszczonymi drożdżami , ubitymi jajkami i mąką (dodawać stopniowo , a końcówkę dosypać w razie potrzeby) , dobrze wyrobić. Przykryć miskę z ciastem folią i wstawić na noc do lodówki.
Połowę ciasta rozwałkować na kształt dużego koła , posmarować rozpuszczonym masłem , podzielić na 12 "trójkątów" (tak , jak kroi się pizzę) , każdy z nich zrolować , zaczynając od "podstawy" do wierzchołka. Końce lekko zawinąć do środka formując rogalik. Poukładać na natłuszczonej blasze i zostawić do wyrośnięcia. Tak samo zrobić z pozostałą częścią ciasta. Piec ok. 10 minut w temp. 200 - 210 st.C.

piątek, 30 maja 2008

Ciasto marchewkowe


Nosiłam się z zamiarem upieczenia tego ciasta od dosyć dawna. Nie dlatego , że nie byłam do niego przekonana , a po prostu brakowało mi weny albo zwyczajnie o nim zapominałam. Ostatnio miałam okazję podziwiać ciasto marchewkowe na kilku blogach i chyba właśnie to wzmogło mój apetyt na nie.
Przepis dostałam kiedyś od Frani , ale trochę go pozmieniałam na podstawie innej receptury. Z takiego połączenia wyszło mi to , co widać poniżej ;-) A jak smakowało ? Było zdecydowanie w moim typie - wilgotne , aromatyczne , z posmakiem piernika (ja dałam typową przyprawę piernikową , ale cynamon i gałka muszkatołowa też nadają podobnego smaku). Właściwie to 'carrot cake' przypomina mi ciasto z dynią , bo też często łączy się je z kremem z serka Philadelphia i w sumie smakuje i wygląda bardzo podobnie.



Ciasto:
- 4 jajka
- 1 szkl. cukru białego
- 1 szkl. cukru brązowego
- 1 szkl. oleju
- 2 szkl. mąki
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 1/2 łyżeczki sody
- 1/4 łyżeczki soli
- 1 i 1/2 łyżeczki cynamonu
- 1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej (zamiast gałki i cynamonu dałam przyprawę piernikową)
- 3 szkl. startej marchwi
- 1/2 szkl. rodzynek
- 1/2 szkl. drobno posiekanych orzechów

Jajka ubić z cukrami na puszystą masę , wlać olej i dalej ubijać. Oddzielnie połączyć mąkę z proszkiem do pieczenia , sodą , solą , cynamonem i gałką muszkatołową , wymieszać z masą jajeczną. Dodać starte marchewki , rodzynki , orzechy i ponownie wymieszać. Wylać do natłuszczonej i posypanej mąką blachy (mniej więcej 23 x 33 cm - moja była zdecydowanie mniejsza , stąd grubsze ciasto i warstwa kremu). Piec 35 - 40 minut w temp. 180 st.C.

Krem:
- 25 dag serka kremowego typu 'Philadelphia'
- 5 łyżek masła (7 dag)
- 1 łyżka śmietany
- 1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego (zamiast tego dodałam aromatu śmietankowego)
- 1 szkl. cukru pudru

Wszystkie składniki , ogrzane do temp. pokojowej , utrzeć razem na gładką masę , wyłożyć na wierzch ostudzonego ciasta , wyrównać i zrobić widelcem wzorki.

czwartek, 29 maja 2008

Bawole oko


Pod tą nieco dziwnie brzmiącą nazwą kryje się kruche ciasto z dżemem , które , tak na marginesie , upiekłam już jakiś czas temu (ku uciesze mojego m-żonka , wielbiciela tego typu wypieków). Gdyby dodać do niego jeszcze pianę z białek , to przypominałoby pleśniaka - przynajmniej w smaku , bo z wyglądu nie za bardzo ;-)
Przepis pochodzi z książeczki Poradnika domowego.


Składniki:

- 50 dag mąki
- 25 dag margaryny
- 3/4 szkl. cukru
- 3 łyżki śmietany
- 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
- 4 żółtka
- cukier waniliowy
- kwaśny dżem
- 1-2 łyżki kakao
- 1 płaska łyżeczka sody
- rodzynki lub orzechy (dokładnie 24 lub 32 sztuki)

Mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia posiekać z margaryną. Dodać żółtka , cukier , śmietanę i cukier waniliowy. Zagnieść ciasto , podzielić na dwie części - do jednej dodać sodę i kakao , drugą wyłożyć na blachę (u mnie 23 x 33 cm). Ciasto ciemne podzielić na 24 lub 32 części , uformować kulki , lekko spłaszczyć , poukładać na posmarowanym dżemem cieście jasnym (ja zamiast kulek , uformowałam z ciasta wałek i pokroiłam go w talarki). Na środek każdej kulki położyć rodzynkę lub orzech. Piec 40 - 50 minut w temp. 180-200 st.C.


Ciabatta


Ciabatta to włoski chleb o nieregularnym kształcie , przypominającym starego buta , czy też kapcia (stąd jego nazwa). Przygotowuje się go z dość rzadkiego ciasta i trzeba obchodzić się z nim raczej ostrożnie. Zapewne z czasem nabiera się wprawy , ale po pierwszym razie stwierdzam , że ten chlebek do najprostszych nie należy ;-) I chociaż osobiście nie miałam z nim większych problemów , to w porównaniu z oryginałem nie do końca wyszedł taki jak powinien. Robiłam tylko 1/3 porcji , czyli 1 bochenek , więc możliwe , że odrobinę pozmieniałam proporcje , no i trochę za krótko wyrabiałam , dlatego moja ciabatta po upieczeniu nie miała tak mocno "dziurawego" miąższu (a miała mieć). Tak , czy siak , chlebek nam smakował , a w przyszłości na pewno będę jeszcze korzystać z tego przepisu - w końcu pochodzi z mojej wspaniałej książki , więc musi być dobry ;-)



Z poniższego przepisu wychodzą 3 bochenki.


Biga:
- 7 g świeżych drożdży
- 175-200 ml letniej wody
- 350 g mąki + dodatkowo do podsypywania

Drożdże rozpuścić w odrobinie wody. Mąkę przesiać do miski , wlać drożdże i tyle wody , żeby uformować dość gęste ciasto. Wyrabiać na posypanej mąką stolnicy przez ok. 5 minut , aż będzie gładkie i elastyczne. Włożyć z powrotem do miski , przykryć folią i zostawić w ciepłym miejscu na 12 - 15 godzin (do momentu , gdy wyrośnięte ciasto zacznie powoli opadać).

Ciasto właściwe:
- 15 g świeżych drożdży
- 400 ml letniej wody
- 60 ml letniego mleka
- 500 g białej mąki chlebowej
- 2 łyżeczki soli
- 3 łyżki oliwy z oliwek

Drożdże rozmieszać z odrobiną wody , po czym dolać resztę. Dodać zaczątek (biga) i dobrze wymieszać. Wlać mleko , znowu wymieszać , a następnie dodawać stopniowo mąkę , ciągle wyrabiając ręką (w czasie mieszania ciasto podnosić do góry). To powinno zająć ok. 15 minut albo i dłużej. Ciasto ma być raczej rzadkie i klejące (nie nadające się do wyrabiania na stolnicy). Dodać sól , oliwę i jeszcze raz dobrze wymieszać. Przykryć folią i zostawić w ciepłym miejscu do wyrośnięcia na 1,5 - 2 godziny , do podwojenia objętości.
Używając łyżki , delikatnie wykładać po 1/3 ciasta na posypaną mąką blachę , uważając przy tym , by nie zepsuć struktury ciasta. Umączonymi rękami uformować nieregularne , dość płaskie , podłużne bochenki , posypać po wierzchu mąką i zostawić do wyrośnięcia na 30 minut.
W tym czasie nagrzać piekarnik do 220 st.C. Piec 25 - 30 minut na złotobrązowo.

wtorek, 27 maja 2008

Chlebek jogurtowy (Yogurt Bread)


Z prawdziwym chlebem ma to niewiele wspólnego , ale nie chcę znowu czepiać się nazwy ;-) W smaku przypomina delikatną chałkę z lekką , owocową nutką (swoją drogą kiedyś już piekłam prawdziwą chałkę jogurtową i również polecam). Chlebek jest zdecydowanie puszysty i raczej małosłodki (łasuchy z pewnością zechcą posmarować go dżemem) , a przy tym łatwo dzieli się na części , bo złożony jest z pozlepianych ze sobą kulek ciasta. Krótko mówiąc , ten chlebek to kolejny udany wypiek z dodatkiem mojego "magicznego składnika" , czyli jogurtu :-)
Przepis pochodzi z bloga Pure Enjoyment.


Składniki:
- 250 g mąki chlebowej
- 1 czubata łyżka cukru
- 1/4 łyżeczki soli
- 1 łyżeczka suszonych drożdży
- 100 g jogurtu owocowego
- 4 łyżki mleka
- 1 jajko (do ciasta daje się tylko połowę , a resztą smaruje się wierzch)
- 30 g masła (2 łyżki)

Drożdże wymieszać z ciepłym mlekiem i odstawić na kilka minut. Połączyć wszystkie suche składniki , dodać pozostałe , łącznie z rozpuszczonymi drożdżami i dobrze wyrobić. Przełożyć do lekko naoliwionej miski , przykryć folią i zostawić do wyrośnięcia na ok. 1 godzinę. Następnie ciasto odgazować (kilkakrotnie uderzyć pięścią) , podzielić na 8 - 10 jednakowych części , z każdej uformować kulkę i układać w wysmarowanej tłuszczem formie (u mnie 12 x 22 cm). Przykryć folią i ponownie zostawić do wyrośnięcia.
Wierzch posmarować roztrzepanym jajkiem i ew. posypać sezamem. Piec 20 - 25 minut w temp. ok. 180 st.C. na rumiano.

niedziela, 25 maja 2008

Kokosowe ciasto z galaretką


Jeśli lubicie ciasta kokosowe , zwłaszcza takie z masą przypominającą wnętrze batonika Bounty , to ten przepis jest właśnie dla Was. Odkurzyłam go w swoim starym notatniku i troszeczkę udoskonaliłam (tak mi się przynajmniej wydaje). W sumie ciasto jest dosyć łatwe , pomimo , że składa się z kilku części , trzeba tylko długo czekać na schłodzenie poszczególnych warstw (masy kokosowej , galaretki , a w końcu polewy). Na szczęście nie trzeba przekrajać biszkoptu , na wierzch idą gotowe herbatniki , galaretkę można przygotować odpowiednio wcześnie , żeby potem szybciej stężała , więc wcale nie jest tak źle , a ciasto wychodzi naprawdę bardzo smaczne :-)


Ciasto:
- 2 jajka + 2 żółtka
- 2/3 szkl. cukru
- 3/4 szkl. mąki
- 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 1-2 łyżeczki kakao

Białka ubić , dodać cukier , następnie żółtka i ubijać do momentu , aż masa będzie kremowa , a cukier całkowicie się rozpuści. Wsypać mąkę z proszkiem do pieczenia i kakao , delikatnie wymieszać łyżką. Wyłożyć do średniej wielkości blaszki (u mnie 20 x 30 cm) wysmarowanej tłuszczem i posypanej tartą bułką (ja wolałam wyłożyć pergaminem). Piec w temp. 200 st.C. przez 15 - 20 minut.

Masa:
- 20 dag wiórków kokosowych
- 2 szkl. mleka
- 1/2 kostki masła
- 2 łyżki cukru pudru
- 2 białka

Ponadto:
- galaretka o dowolnym smaku (u mnie truskawkowa)
- ok. 2 paczki herbatników (zależnie od wielkości blaszki - mają pokryć całą powierzchnię)

Galaretkę przyrządzić według przepisu na opakowaniu i odstawić do wystygnięcia.

Wiórki kokosowe gotować w mleku , od czasu do czasu mieszając , do momentu , aż powstanie gęsta masa. Wystudzić.
Miękkie masło utrzeć z cukrem pudrem , stopniowo dodawać ostudzoną masę kokosową oraz ubitą na sztywno pianę z dwóch białek (kiedyś robiłam dokładnie w ten sam sposób , ale tym razem pianę ubiłam z cukrem pudrem , wymieszałam z gorącymi wiórkami kokosowymi i dopiero po ostudzeniu dodałam do utartego masła).
Gotową masę wyłożyć na wcześniej upieczony biszkopt , wyrównać i schłodzić. Gdy masa zastygnie , zalać tężejącą galaretką , a na wierzchu poukładać herbatniki. Całość polać polewą czekoladową.

Polewa:
- 1/3 margaryny
- 1 łyżka wody
- 1 czubata łyżka kakao
- 4 łyżki cukru

Wszystkie składniki włożyć do garnuszka i ciągle mieszając podgrzewać na małym ogniu do chwili zagotowania. Przestudzić i polać ciasto.



sobota, 24 maja 2008

Piaskowiec z truskawkami


Przyznam , że nie przepadam za babkami piaskowymi , bo są dla mnie po prostu za suche. Jednak ten piaskowiec jest inny - dzięki truskawkom , nabiera zupełnie innego wyrazu , a w połączeniu z budyniem śmietankowym jest tak wspaniale aromatyczny , że nie sposób mu się oprzeć ;-)


Składniki:
- 25 dag masła
- 2 szkl. mąki
- 1 szkl. cukru
- 1 budyń śmietankowy
- 3 jajka
- 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
- ok. 40 dag truskawek

Miękkie masło utrzeć z cukrem. Dodawać po jednym jajku (ogrzanym do temp. pokojowej), za każdym razem dobrze ucierając. Wsypać proszek do pieczenia , budyń , mąkę i wymieszać. Ciasto podzielić na dwie części - jedną wyłożyć do wysmarowanej tłuszczem blaszki (u mnie o wymiarach 12 x 22 cm , ale lepsza jest nieco większa) , na wierzchu rozłożyć pokrojone truskawki (jeśli są małe , to mogą być w całości) i wyłożyć resztę ciasta. Piec ok. 40 minut w temp. 160 - 180 st.C. (zależnie od wielkości blaszki i ilości owoców czas pieczenia może się znacznie różnić - ja piekłam ponad godzinę).

czwartek, 22 maja 2008

Muffiny z jagodami i białą czekoladą


Jak muffiny , to wiadomo , że banalnie proste , jak z białą czekoladą i jagodami , to na pewno smaczne , a jak jeszcze do tego z kruszonką , to już lepiej nie trzeba. Chociaż... źródło przepisu podaje , żeby wierzch polać jeszcze rozpuszczoną czekoladą - jak dla mnie to już rozpusta , bo muffiny same w sobie są wystarczająco czekoladowe i słodkie ;-)

Przepis pochodzi ze strony "Very Best Baking".


Składniki:
- 2 szkl. mąki
- 1/2 szkl. cukru
- 1/4 szkl. brązowego cukru
- 2 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia (dałam 1 czubatą łyżeczkę proszku + 1/2 łyżeczki sody)
- 1/4 łyżeczki soli
- 3/4 szkl. mleka
- 1 duże jajko
- 1/4 szkl. (ok. 6 dag) roztopionego masła lub margaryny (ja dałam olej)
- 1/2 łyżki startej skórki cytrynowej (zastąpiłam aromatem waniliowym)
- 1 i 1/2 szkl. białych kuleczek czekoladowych (dałam niepełną szklankę)
- 1 i 1/2 szkl. jagód (mogą być mrożone)

W jednej misce wymieszać mąkę , cukry , proszek do pieczenia i sól. W drugiej: mleko , lekko roztrzepane jajko , rozpuszczony tłuszcz i skórkę cytrynową. Zawartość obu misek krótko wymieszać ze sobą , dodać jagody , czekoladę. Nakładać łyżką do foremek muffinkowych napełniając prawie do pełna , posypać kruszonką i piec ok. 25 minut w temp. 200 st.C. Wierzch ostudzonych muffinów można dodatkowo ozdobić rozpuszczoną białą czekoladą , ale moim zdaniem to już przesada ;-)

Kruszonka:
- 1/3 szkl. cukru (można dać cukier puder , żeby kruszonka była delikatniejsza)
- 1/4 szkl. mąki
- szczypta cynamonu
- 3 łyżki (4-5 dag) masła lub margaryny

Wszystko razem wymieszać i posiekać nożem lub rozetrzeć w palcach na kruszonkę.

Z tej porcji wychodzi ok. 18 muffinów (ja zmieściłam wszystko do 12 foremek).


wtorek, 20 maja 2008

Epi

To taka niezwykła bagietka , która swym kształtem przypomina kłos pszenicy albo sękaty kij , a czasem nawet koronę - zależnie od sposobu formowania i tego , co nam wyobraźnia podpowie. Do wykonania tej bagietki używa się kawałka przefermentowanego ciasta na bagietki francuskie (dobrze wpływa ono na smak i strukturę chlebków). Oczywiście nie trzeba dodatkowo piec bagietek francuskich , jeśli nie mamy tego w planach. Ja skorzystałam z przepisu na starter do Pain Polka i podzieliłam go na połowę (jedną część zamroziłam i będę miała gotowy zaczątek na następny raz). A jeśli chodzi o formowanie ciasta , to trochę kombinowałam i dosłownie w ostatniej chwili zmieniłam koncepcję (miała być na początku prostsza wersja) i nie do końca wyszło mi tak , jak planowałam. W każdym razie bagietki były naprawdę smaczne i miały wspaniale chrupiącą skórkę :-)

P.S. Epi najlepsze są , tak jak i większość pieczywa , bardzo świeże , więc jeśli nie mamy za bardzo z kim się nimi podzielić i z góry wiemy , że część zostanie na drugi dzień , to warto pozostawiony kawałek zamrozić - po rozmrożeniu będzie prawie tak samo dobry jak świeży , z tą tylko różnicą , że już niechrupiący.


Składniki:

- 7 g świeżych drożdży (dałam 1 łyżeczkę suszonych)
- 275 ml letniej wody
- 115 g 6-10 -godzinnego surowego ciasta na bagietki francuskie (użyłam połowę zaczątka z tego przepisu , resztę zamroziłam)
- 225 g białej mąki chlebowej
- 75 g delikatnej mąki francuskiej (tortowa będzie odpowiednia , choć ja dałam zwykłą pszenną)
- 1 łyżeczka soli

Drożdże wymieszać z wodą. Ciasto bagietkowe włożyć do dużej miski , porozrywać na małe kawałki i wymieszać z odrobiną rozpuszczonych drożdży , żeby rozmiękło. Dodać trochę mąki , wymieszać , a następnie dodawać po trochu , na przemian , wymieszane ze sobą obydwie mąki oraz wodę z drożdżami - mieszać , aż składniki dobrze się połączą. Na koniec ciasto posypać solą , zagnieść , przenieść na posypaną mąką stolnicę i wyrabiać ok. 5 minut (aż będzie gładkie i elastyczne). Włożyć do lekko naoliwionej miski , przykryć naoliwioną folią i zostawić do wyrośnięcia w ciepłym miejscu na ok. 1 godzinę. Odgazować (uderzyć kilkakrotnie pięścią) , przykryć ponownie folią i pozostawić do wyrośnięcia na kolejną godzinę.
Następnie ciasto podzielić na dwie części (na posypanej mąką stolnicy), każdą z nich rozciągać i rolować formując bagietkę. Jeśli trzeba , robić w międzyczasie kilkuminutowe przerwy , żeby uniknąć rozerwania ciasta. Czystą ściereczkę posypać mąką i uformować z niej "rynienki". Pomiędzy fałdy włożyć bagietki (ja zawsze mam problem z przenoszeniem wyrośniętych bagietek na blachę , dlatego układam je do wyrośnięcia od razu na posypanej mąką blasze) , przykryć folią i zostawić do wyrośnięcia w ciepłym miejscu na 30 minut.
W międzyczasie nagrzać piekarnik do 230 st.C. Używając nożyc nacinać bagietki mniej więcej w 5 - centymetrowych odstępach naprzemiennie (tak , żeby nacięcia z obydwu boków nie były naprzeciwko siebie) na głębokość do połowy bagietki. Delikatnie rozciągnąć każdą bagietkę tak , żeby nacięcia były bardziej widoczne. Przenieść na posypaną mąką blachę i piec 20 minut , do zrumienienia. Wnętrze piekarnika spryskać wodą 2-3 razy w ciągu pierwszych pięciu minut pieczenia.

Uwagi:
Bagietki można formować także w inny sposób (powyżej podałam najprostszy). Jeśli ktoś ma ochotę "pobawić się" można uformować takie kłosopodobne bagietki albo "koronę" , ale nie jestem pewna jak ona ma dokładnie wyglądać , bo nie było do niej instrukcji , ani zdjęć ;-)

Bagietki tuż przed nacinaniem:
W trakcie nacinania (u góry wersja prostsza , tyle , że powinna być trochę rozciągnięta wzdłuż , ale nie miałam już na to miejsca):
W zbliżeniu:Gotowe do pieczenia:I już po...
sobota, 17 maja 2008

Ciasto czekoladowo-gruszkowe


Kolejny przepis pochodzący ze zbioru "drogich" gazet ;-) To ciasto trochę długo się piecze , ale za to jest naprawdę smaczne , a do tego łatwe do zrobienia. Następnym razem dodałabym tylko nieco więcej mąki , bo chociaż trzymałam się przepisu , to w porównaniu z oryginałem , moje ciasto wyszło bardziej puszyste , a czekolada i gruszki w większości opadły na dno (po części to moja wina , bo dałam kuleczki czekoladowe i to w całości , zamiast posiekanej czekolady). Mimo to , ciasto i tak było bardzo dobre :-)


Składniki:
- 200 g masła lub margaryny
- 175 g cukru (ok. 3/4 szkl.)
- 2 torebki cukru waniliowego (dałam 1)
- 1/4 łyżeczki cynamonu
- 3 jajka
- 150 g mąki (moim zdaniem trzeba trochę więcej )
- 1 czubata łyżeczka proszku do pieczenia (w oryginale są dwie , ale jedna w zupełności wystarczyła)
- 100 g mąki ziemniaczanej
- po 50 g półgorzkiej i gorzkiej czekolady
- 2 dojrzałe , ale twarde gruszki lub 4 ugotowane i odsączone połówki gruszek (dałam z puszki)

Tłuszcz ogrzać do temp. pokojowej.

Cukier wymieszać z cynamonem , cukrem waniliowym i jajkami , ubić na pienistą masę. Masło utrzeć , dodawać porcjami masę jajeczną. Mąki wymieszać z proszkiem do pieczenia , przesiać na masę i razem wymieszać. Czekoladę drobno pokroić lub grubo zetrzeć. Obrane gruszki pokroić w kostkę i wraz z czekoladą dodać do ciasta. Piec w temp. 180 st.C. przez 70-75 minut. Po ok. 10 minutach wyjąć z formy i ostudzić , przed podaniem posypać cukrem pudrem.

czwartek, 15 maja 2008

Kokosowe ciasto "Martynika"


Puszyste i delikatne ciasto z lekką masą budyniową. W oryginale używa się do niego świeżych orzechów kokosowych , ja jednak zrobiłam z gotowymi wiórkami (kokosów ci u mnie dostatek , ale zwyczajnie nie chciało mi się w nich "dłubać" ;-))
Przepis pochodzi z gazetki Ciasta domowe , którą to kupiłam jeszcze w czasach , gdy kosztowała ponad 23000 zł ;-)


Biszkopt:
- 4 jajka
- 2 łyżki ciepłej wody
- 15 dag (ok. 3/4 szkl.) cukru
- 12 dag mąki pszennej
- 6 dag mąki ziemniaczanej
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- ew. starta skórka z cytryny (dałam aromat waniliowy)

Biszkopt upiec najlepiej dzień wcześniej.
Jajka ubijać chwilę z cukrem i wodą , zostawić na kilka minut i znowu trochę ubić , ponownie zostawić i ubijać , aż masa będzie puszysta i kremowa. Można ubijać ciągle , ale dzięki przerwom cukier i tak dobrze się rozpuszcza , masa lepiej się ubija , a poza tym w międzyczasie można zająć się czymś innym ;-) Do ubitej masy przesiać mąki z proszkiem do pieczenia i delikatnie wymieszać łyżką. Wyłożyć do natłuszczonej i posypanej tartą bułką tortownicy (24 - 26 cm) lub po prostu wyścielonej pergaminem. Piec 30 - 40 minut w temp. 190 st.C. Lekko ostudzić (ok. 10 minut) i wyjąć z formy.

Krem:
- 1/2 l mleka
- 3 jajka
- 18 dag cukru
- 1 budyń waniliowy

Budyń , żółtka i 3 łyżki mleka wymieszać. Resztę mleka zagotować z połową cukru , wlać mieszankę budyniową , chwilę gotować. W międzyczasie ubić białka z resztą cukru , następnie dodać do ugotowanego budyniu (trzymając ciągle na palniku) i dokładnie wymieszać. Czynność tę trzeba wykonywać szybko , bo masa łatwo tężeje i przypala się. Ostudzić.

Poza tym:
- 3 łyżki cukru
- 20 g rumu
- 2 świeże orzechy kokosowe (ja dałam zwykłe wiórki kokosowe)
- wiśnie kandyzowane do ozdoby

Kokosy nawiercić , mleczko kokosowe wlać do filiżanki. Następnie 3 łyżki mleczka zagotować z 3 łyżkami cukru tak , żeby z syropu powstał tzw. rafinowany cukier. Do niego dodać rum , wymieszać i schłodzić (zamiast syropu zrobiłam zwyczajny poncz jak do tortu , z aromatem rumowym).

Biszkopt przekroić dwukrotnie (na 3 placki). Posmarować dość grubo kremem pierwszy placek , przykryć drugim , skropić syropem rumowym (ja skropiłam delikatnie każdy placek ponczem) , posmarować kremem , przykryć ostatnim plackiem. Wierzch i boki ciasta także posmarować kremem oraz posypać świeżo startymi wiórkami kokosowymi , ozdobić wisienkami.

wtorek, 13 maja 2008

Pleśniak


To jedno z pierwszych ciast , jakie w życiu upiekłam. W sumie proste , choć nie w stylu "wymieszać łyżką i gotowe" , ale też nie ma z nim większych problemów. A zresztą , co tu będę dużo się rozpisywać , przecież na pewno większość z Was piekła je już nieraz. Może dodam tylko , że ja sama przez dłuższy czas robiłam pleśniaka bez cukru (słodziłam tylko pianę) i smakował mi tak samo dobrze jak z cukrem , tylko okruszki , które zostawały na końcu , były jakieś takie bezsmakowe , więc zaczęłam trochę dosładzać ciasto , ale niedużo ;-)


Składniki:
- 3 szkl. mąki
- 1 kostka margaryny lub masła
- 4 żółtka
- 2 łyżki cukru
- 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
- cukier waniliowy lub aromat (czasem daję rumowy lub arakowy)
- szczypta soli

Ponadto:
- 1-2 łyżeczki kakao
- 1/3 szkl. cukru
- 4 białka
- ew. 1 łyżeczka mąki ziemniaczanej
- dżem

Wszystkie składniki ciasta wymieszać (najpierw margarynę posiekać z mąką) i zagnieść. Podzielić na 3 części: jedną od razu rozwałkować i włożyć do średniej wielkości blaszki lub tortownicy , do drugiej dodać kakao , po czym włożyć razem z trzecią częścią na kilka minut do zamrażalnika.
Białka ubić , dodać cukier i dalej ubijać , aż cukier się rozpuści. Na koniec można dodać 1 łyżeczkę mąki ziemniaczanej , żeby piana była bardziej stabilna.
Ciasto w blaszce posmarować dżemem , na to zetrzeć ciasto kakaowe , wyłożyć pianę , wyrównać , wierzch posypać startym ciastem jasnym. Piec ok. 40 minut w temperaturze 200 st.C.



sobota, 10 maja 2008

Drożdżowe ślimaczki na dwa sposoby

Ten przepis znalazłam na stronie " The Fresh Loaf " i żałuję... , że nie skorzystałam z niego wcześniej ;-) Okazał się po prostu rewelacyjny. Zarówno ślimaczki serowe jak i rodzynkowe wyszły przepyszne. Oczywiście jak ktoś woli tylko jedną wersję , to żaden problem , wystarczy podwoić proporcje składników ulubionego nadzienia. Serek Philadelphia też można zastąpić tłustym , białym serem - to rada dla tych , którym 'cream cheese' niezbyt smakuje ;-) I jeszcze jedno , ciasto przygotowuje się dzień wcześniej , a potem leżakuje ono przez noc w lodówce , ale dzięki temu łatwiej daje się formować (świeżo wyrobione ciasto ma dość luźną konsystencję) i jest delikatne jak na babkę :-)


Ciasto:
- 1 op. drożdży suszonych (7 g)
- 3/4 szkl. wody
- 3 i 1/2 szkl. mąki
- 1 i 1/2 łyżeczki soli (dałam mniej niż połowę porcji , czyli tak pomiędzy 1/2 a 3/4 łyżeczki)
- 2 łyżki mleka w proszku (zamiast tego , można zastąpić 1/2 szkl. wody mlekiem płynnym)
- 4 łyżki cukru
- 3 jajka
- 8 dag masła

Drożdże rozpuścić w 1/2 szkl. wody i pozostawić na 10 minut (drożdże instant można wsypać od razu do mąki). W dużej misce wymieszać razem mąkę , sól , cukier i mleko w proszku. Dodać drożdże , wodę , jajka i dobrze wymieszać. Następnie dodać miękkie masło i wyrabiać , aż ciasto będzie gładkie , błyszczące i zdecydowanie klejące się. Przełożyć do posmarowanej olejem miski , przykryć folią i pozostawić na 1 - 1 i 1/2 godziny (aż podwoi swoją objętość). Odgazować (kilka razy ugnieść) , włożyć z powrotem do miski , przykryć folią i wstawić na noc do lodówki.

Glazura: roztrzepać 1 jajko z 1 łyżką mleka.

Masa serowa:

- 3/4 op. serka Philadelphia (ok. 18 dag)
- 2 łyżki cukru
- 1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego (dałam olejek śmietankowy)
- 1 łyżka wcześniej przygotowanej glazury jajecznej

Wszystkie składniki dokładnie ze sobą wymieszać.

Ciasto podzielić na dwie części. Jedną pozostawić w lodówce , a drugą rozwałkować na posypanym mąką blacie , na kształt prostokąta o wymiarach mniej więcej 20 x 30 cm i pokroić wzdłuż na 8 pasków. Każdy pasek rozciągnąć tak bardzo , jak tylko się da , skręcić spiralnie (u mnie rozcięgnęły się naprawdę mocno , więc składałam je na połowę i skręcałam podwójnie) , zwijać formując ślimaczki. Układać na blasze wyścielonej pergaminem lub dobrze wysmarowanej tłuszczem i delikatnie posmarować glazurą. Przy pomocy palców zrobić na środku każego ślimaczka wgłębienie , nakładać do niego po 1 łyżce masy serowej , a na to jeszcze odrobinę dżemu lub konfitury. Zostawić do wyrośnięcia na 1 - 1 i 1/4 godziny. Piec 15 - 17 minut w temp. ok. 200 st.C. Natychmiast po wyjęciu z piekarnika posmarować lukrem.

Lukier (w wersji 'light'):
- 1/4 szkl. ciepłej wody
- 1/4 szkl. cukru
- kilka kropli ekstraktu waniliowego

Mieszać do momentu , aż cukier się rozpuści.

Jeśli ktoś lubi bardzo słodkie wypieki , można zrobić tradycyjny lukier z 2/3 szkl. cukru pudru i 1 - 2 łyżeczek gorącej wody. W tym wypadku polać już ostudzone bułeczki.

W międzyczasie przygotować nadzienie do drugiej porcji ślimaczków.

Nadzienie rodzynkowe:
- 1/4 szkl. cukru
- 1/2 łyżeczki cynamonu
- 1/3 szkl. rodzynek

Wymieszać.

Drugą część ciasta wyjąć z lodówki i rozwałkować na prostokąt o wymiarach mniej więcej 20 x 25 cm , posmarować glazurą jajeczną , posypać mieszanką rodzynkowo - cynamonową , zwinąć jak roladę i pokroić na 8 równych kawałków. Układać na blasze wyłożonej pergaminem , lekko spłaszczać i smarować glazurą jajeczną. Pozostawić do wyrośnięcia na 45 min. - 1 godzinę. Piec 15 - 17 minut w temp. ok. 200 st.C. Od razu po wyjęciu z piekarnika posmarować lukrem typu 'light' lub dopiero po ostygnięciu zrobić esy - floresy z tradycyjnego lukru.