poniedziałek, 29 września 2008

Jabłecznik z migdałową skórką


Co prawda mój ostatni wpis też był "jabłkowy" , ale i tak miałam w najbliższym czasie upiec ten jabłecznik , więc skoro nadarzyła się okazja , czyli wspólne , blogowe pieczenie , nazwane Dniem jabłka , to pośpieszyłam się (jeszcze zdążyłam przed końcem dnia) i... oto on :-) Mięciutkie , puszyste ciasto drożdżowe , z soczystym nadzieniem jabłkowym , a to wszystko przykryte pyszną , migdałową skórką. Przepis ponownie zaczerpnęłam z gazetki Ciasta domowe , jednak wymagał on pewnej korekty. Otóż ciasto wyszło dość rzadkie i rozwałkowanie go graniczyłoby z cudem , więc miałam do wyboru: albo dosypać mąki , ale wtedy straciłoby ono na swojej delikatności i puszystości , albo... wstawić ciasto do lodówki - wybrałam tę drugą opcję. Wyrastanie trwało trochę dłużej (tego dnia było mi to akurat na rękę) , ale za to mogłam potem rozwałkować ciasto bez większych problemów.


Ciasto:
- 40 dag mąki
- 3 dag drożdży świeżych (dałam 3 łyżeczki suszonych)
- 7 dag cukru
- 1 szkl. letniego mleka
- 1 szczypta soli
- 7 dag masła lub margaryny
- 1 jajko
- (aromat waniliowy - dodałam od siebie)

Drożdże rozpuścić w kilku łyżkach mleka i odstawić na 10 - 15 minut. Cukier rozpuścić w pozostałym mleku i wlać do przesianej mąki z solą. Dodać wyrośnięte drożdże i jajko , dobrze wyrobić. Na koniec dodać rozpuszczony i ostudzony tłuszcz. Wyrabiać jeszcze przez kilka minut. Ciasto będzie dość luźne , więc można dosypać więcej mąki , a potem , tradycyjnie , pozostawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia (aż podwoi swoją objętość) albo , tak jak ja to zrobiłam , nie dodawać więcej mąki , tylko ciasto wstawić do lodówki na co najmniej 1 godzinę (ja trzymałam swoje w lodówce prawie 3 godziny , bo w międzyczasie musiałam zająć się czymś innym). Wbrew przekonaniom niektórych osób , ciasto w lodówce wyrasta równie dobrze , jak w cieple , choć trochę wolniej , ale przynajmniej łatwiej daje się potem rozwałkować (nie jest takie klejące) , a przy tym nie traci swej lekkości i delikatności.

Następnie przygotować nadzienie z jabłek oraz "skórkę".

Nadzienie:
- 1 kg kwaskowych jabłek
- sok z 1 cytryny
- ok. 5 dag cukru
- rodzynki

Jabłka obrać i pokroić w plasterki. Wymieszać z sokiem cytrynowym i cukrem , gotować w 1 szklance wody przez ok. 10 minut lub aż woda całkowicie wyparuje. Wystudzić , dodać rodzynki.

Migdałowa skórka:
- 10 dag masła
- 15 dag cukru
- odrobina aromatu rumowego
- 2 - 3 łyżki mleka
- 10 dag posiekanych migdałów

Masło rozpuścić z cukrem , aromatem rumowym i mlekiem , na koniec dodać migdały. Wymieszać i lekko przestudzić.


Wyrośnięte ciasto jeszcze raz zagnieść , podzielić na połowę i rozwałkować. Jedną część wyłożyć do wysmarowanej tłuszczem blaszki (u mnie 20 x 30 cm) , na to rozłożyć jabłka i przykryć drugą warstwą rozwałkowanego ciasta. Brzegi dokładnie docisnąć , a wierzch kilkakrotnie nakłuć widelcem i posmarować migdałową skórką. Pozostawić na około 15 minut w ciepłym miejscu do wyrośnięcia (jeśli ciasto leżakowało w lodówce , to można trochę dłużej). Piec w temperaturze 220 st.C. przez około 25 minut.

Uwagi:
Masa migdałowa lubi "uciekać" z blachy , więc dobrze jest używać w miarę wysokiej blaszki albo zabezpieczać dodatkowo jej boki folią aluminiową , żeby nie było później problemów z doczyszczaniem piekarnika ;-)

wtorek, 23 września 2008

Kruche listki z jabłkami

Na początek jesieni - jesienne listki , od razu dodam , że bardzo smaczne :-) A skusiły mnie przede wszystkim swoim oryginalnym wyglądem. Polecam zwłaszcza tym , którzy lubią wyzwania. Pozostałym radzę z tych samych składników upiec tradycyjną szarlotkę - mniej przy tym pracy , a efekt smakowy taki sam ;-)
Przepis pochodzi z gazetki "Ciasta domowe".


Ciasto:
- 500 g mąki
- 250 g margaryny
- 140 g cukru (można zastąpić cukrem pudrem , wtedy ciasto będzie delikatniejsze)
- 1 cukier waniliowy
- 2 jajka
- ew. 1 łyżeczka proszku do pieczenia (ja dodałam , żeby ciasto nie było zbyt twarde)

Margarynę posiekać z mąką , dodać resztę składników i zagnieść gładkie ciasto. W czasie zagniatania (to się odnosi ogólnie do ciasta kruchego) dobrze jest od czasu do czasu zwilżyć dłonie w zimnej wodzie. Ciasto owinąć folią i wstawić do lodówki na co najmniej 1 godzinę (lub do zamrażalnika - będzie szybciej).
W międzyczasie wyciąć z papieru formy w kształcie liści - 3 lub 4. Ja zrobiłam 3 , a ich wielkość dopasowałam do rozmiarów blachy (u mnie 23 x 33 cm) - najpierw upiekłam 2 "listki" , a potem jeszcze jeden osobno , plus dodatkowo drobne ciasteczka z okrawków ciasta.

Oprócz tego należy też wcześniej przygotować nadzienie z jabłek.

Nadzienie:
- 2 średnie , kwaskowe jabłka
- 50 g odsączonych z kompotu borówek (ja dałam rodzynki)
- 100 g zmielonych migdałów (można zamiast nich dać po prostu trochę tartej bułki)
- ok. 125 g cukru (w zależności od kwaśności jabłek)
- 1 jajko (rozdzielone)
- 2 łyżeczki rumu (dałam kilka kropli aromatu rumowego)

Jabłka obrać i zetrzeć na tarce , wymieszać z resztą składników (oprócz jajka). Białko ubić na sztywną pianę (można dodać część cukru , wtedy piana będzie trwalsza) i wymieszać z jabłkami.

Schłodzone ciasto podzielić , najlepiej na tyle części , ile ma być podwójnych listków (czyli w moim wypadku 3). Każdą z tych części osobno rozwałkować na placek grubości około pół centymetra i wykrajać od formy kształty liści , pamiętając o tym , żeby zawsze wykonać dwa identyczne liście , ale tylko jeden z ogonkiem. Na środek listków z ogonkami nakładać nadzienie , brzegi smarować mlekiem (ja to pominęłam , bo moje nadzienie było dość soczyste) , przykrywać listkami bez ogonków i dokładnie dociskać brzegi. Na górnej powierzchni zrobić płytkie nacięcia , podobne do nerwów liścia. Wierzch posmarować żółtkiem wymieszanym z odrobiną mleka. Piec w temperaturze 220 st.C. przez około 25 minut.

Uwagi:
Moje ciasto trochę kleiło się do wałka , dlatego wałkowałam je przez folię i od razu na pergaminie , żeby potem łatwiej było to przenieść na blachę.

poniedziałek, 22 września 2008

Ciasteczka owsiane z rodzynkami


Ciasteczka są łatwe , dość szybkie w wykonaniu i bardzo dobre (nawet surowe ciasto chętnie podjadałam).
Przepis znalazłam pod wieczkiem pudełka z płatkami owsianymi. Ten pan w kapeluszu tak zachęcająco się uśmiechał , że po prostu musiałam spróbować tych ciastek ;-)


Składniki:
- 22 dag margaryny lub masła

- 1 szkl. brązowego cukru

- 1/2 szkl. białego cukru

- 2 jajka
- 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego

- 1 i 1/2 szkl. mąki

- 1 łyżeczka sody
- 1/2 łyżeczki cynamonu

- szczypta soli

- 3 szkl. płatków owsianych zwykłych lub błyskawicznych

- 1 szkl. rodzynków


Miękki tłuszcz utrzeć z cukrem na kremową masę. Dodać jajka , wanilię i dobrze ubić. Dodać mąkę wymieszaną z sodą , cynamonem i solą. Na koniec wsypać płatki owsiane i rodzynki , dobrze wymieszać. Ciasto nabierać łyżką i nakładać na nie natłuszczoną blachę. Piec w temperaturze 180 st.C. przez 10 - 12 minut (ja piekłam 17 min.) , aż się zrumienią.

Ciasteczka przed pieczeniem:

I już po (od razu na gorąco porozdzielałam je nożem):


niedziela, 21 września 2008

Grant Loaf


Niezwykle szybki i łatwy przepis stworzony przez Doris Grant jeszcze w latach 40 - tych. Ciasto nie wymaga zagniatania i potrzebuje tylko 1 minuty na wymieszanie. Chlebek powinien zachować świeżość nawet przez kilka dni.
Nie chce nikogo zniechęcać do tego przepisu (w końcu pochodzi z mojej ulubionej książki , więc MUSI być dobry ;-) , ale nie przypadł mi on do gustu. Może dlatego , że ja po prostu w ogóle nie jestem fanką chlebów razowych. Wiem jednak , że są zdrowe i chociaż od czasu do czasu dobrze na odmianę takowy zjeść ;-)

Składniki:
- 45 dag mąki pszennej razowej
- 1 łyżeczka soli
- 1 łyżeczka drożdży suszonych
- 400 ml ciepłej wody (35 - 38 st.C.)
- 1 łyżeczka cukru 'muscovado' (ja dałam brązowy)

Mąkę przesiać z solą do dużej miski. Drożdże wsypać do 1/2 szkl. wody , po kilku minutach dodać cukier , wymieszać i zostawić na 10 minut. W mące zrobić dołek , wlać do niego wyrośnięte drożdże oraz resztę wody. Mieszać przez około 1 minutę (jeśli trzeba , dolać więcej wody - ciasto ma sprawiać wrażenie śliskiego). Przełożyć do dobrze wysmarowanej tłuszczem blaszki (ok. 21 x 11 cm) , przykryć folią i zostawić w ciepłym miejscu do wyrośnięcia na ok. 30 minut (ja czekałam 45 minut , a i nieco dłużej by nie zaszkodziło). W międzyczasie nagrzać piekarnik do 200 st.C. Piec przez około 40 minut.
czwartek, 18 września 2008

Bułeczki drożdżowe z ziemniakami (Potato Pan Rolls)


W zasadzie to one są na słodko , ale ja chciałam zrobić z nich kanapki , więc dodałam tylko jedną łyżkę miodu (zamiast 1/4 szklanki). Tak , czy inaczej , bułeczki wychodzą pyszne - mięciutkie i puszyste jak pączki , a dzięki ziemniakom dłużej zachowują świeżość. Przepis pochodzi z tej strony. Polecam :-)


Składniki na około 12 sztuk:
- 1 średni ziemniak
- ok. 3/4 szkl. wody do gotowania (z tego po ugotowaniu i odcedzeniu ziemniaków wykorzystuje się 1/2 szkl. do ciasta)
- 7 g drożdży suszonych
- 1/2 łyżeczki cukru
- 1/4 kostki masła
- 1/4 szkl. miodu (ja dałam tylko 1 łyżkę , bo chciałam mieć bułeczki śniadaniowe)
- 1/8 szkl. oleju
- 1 jajko
- 1 łyżeczka soli
- 3 - 3 i 1/2 szkl. mąki

Ziemniaka obrać , pokroić na części i ugotować do miękkości w ok. 3/4 szkl. wody (najlepiej po prostu dorzucić jednego ziemniaka więcej do porcji obiadowej). Odcedzić , zachowując 1/2 szkl. płynu. Ziemniaki utłuc , nadebrać 1/2 szklanki (tylko tyle będzie potrzeba), płyn ostudzić.
Drożdże rozpuścić w letnim płynie , dodać cukier i zostawić na 5 minut. Wymieszać z ziemniakami , miodem , olejem , jajkiem , roztopionym masłem , solą i ok. 3/4 szkl. mąki. Mieszać lub ubijać mikserem , aż masa będzie jednolita. Następnie dodawać stopniowo resztę mąki - tyle , żeby powstało miękkie ciasto (ja dodałam 3 szkl. , resztę zostawiłam do podsypywania). Wyłożyć na stolnicę i wyrabiać 6 - 8 minut , aż będzie gładkie i elastyczne. Przełożyć do naoliwionej miski , przykryć i zostawić w ciepłym miejscu do wyrośnięcia na ok. 1 godzinę (do podwojenia objętości). Wyrośnięte ciasto uderzyć z góry i podzielić na mniej więcej 12 części. Z każdej uformować kulkę i układać w natłuszczonej formie (u mnie blaszka 23 x 33 cm) , przykryć i zostawić do ponownego wyrośnięcia na ok. 30 minut. Piec w temperaturze 200 - 220 st.C. przez 20 - 25 minut , na rumiano.


środa, 17 września 2008

Ciasto "poduszki"


Przepis pochodzi z bloga Caritki , a wypróbowany został także przez Abbrę , której to zdjęcia skutecznie zachęciły mnie do skorzystania z owego przepisu. Co prawda u mnie to ciasto wyglądem bardziej przypomina jeden wielki poduszkowiec albo pikowaną kołdrę , niż poduszki , niemniej jednak było baaardzo smaczne. Miałam tylko mały problem z serem , bo u mnie ani "quark" ani serek homogenizowany nie występują , więc musiałam trochę improwizować , ale za to przy okazji poznałam smak sera ricotta ;-)


Ciasto:
- 5 jajek
- 220 g mąki
- 180 g cukru
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 125 ml oleju
- 3 łyżki gorzkiego kakao
- 125 ml wody

Żółtka utrzeć z połową cukru na puszystą , kremową masę , dolać olej i wodę , utrzeć ponownie. Białka ubić z resztą cukru na sztywną pianę i dodać do masy żółtkowej. Do tego przesiać mąkę z proszkiem do pieczenia i kakao , delikatnie wymieszać. Następnie przelać na wysmarowaną lub wyłożoną pergaminem blachę (u mnie 20 x 30 cm , ale nieco większa byłaby chyba lepsza) , wyrównać powierzchnię.

Masa serowa:
- 500 g quarku (można zastąpić serkiem homogenizowanym lub zmielonym białym serem o jednolitej konsystencji)
- 1 opakowanie budyniu waniliowego (w proszku)
- 100 g cukru

Wszystkie składniki dokładnie utrzeć , przełożyć do woreczka foliowego , uciąć róg i wyciskać masę na kakaowe ciasto tworząc kwadraty (czy też kratkę). Piec w temp. 180 st.C. przez 30 - 35 minut (moje ciasto było grubsze , więc piekłam prawie 45 minut).

niedziela, 14 września 2008

Japońskie bułeczki (Japanese Melon Pan)


W poprzednim wpisie narzekałam na mało dokładne przepisy. Ten na odmianę został podany z przesadną dokładnością - według niego nawet jajko trzeba zważyć ;-) Niestety , nie posiadam wagi elektronicznej , więc zrobiłam tak trochę "na oko" , niemniej jednak wszystko wyszło tak jak powinno.
Bułeczki w środku mają delikatne , puszyste ciasto drożdżowe ,
a z wierzchu okryte są waniliową skorupką z ciasta kruchego. Część z nich można zrobić z groszkami czekoladowymi. Ja jeszcze dodatkowo nadziałam niektóre z nich marmoladą. Pyszne ! - zdecydowanie polecam.
Przepis znalazłam na tym blogu.


Porcja na 12 bułeczek.

Ciasto drożdżowe:
- 300 g mąki chlebowej
- 6 g drożdży instant
- 36 g drobnego cukru (dałam 2 łyżki)
- 5 g soli (dałam ½ łyżeczki)
- 6 g odtłuszczonego mleka w proszku (zastąpiłam płynnym)
- 200 ml letniej wody (dałam 100 ml wody i tyle samo mleka)
- 30 g masła o temp. pokojowej

Mąkę przesiać z cukrem , solą i ew. mlekiem w proszku do dużej miski , dodać drożdże , wymieszać. Dolać wodę (i mleko w płynie , jeśli zastąpiliśmy te w proszku). Uwaga: nie należy wlewać od razu całej wody , tylko stopniowo , mieszać ciasto i jeśli jest zbyt suche, na koniec dolać resztę. Zagnieść ciasto , przenieść na stolnicę i wyrabiać przez jakiś czas (krócej niż 5 minut).Dodać miękkie masło i dalej wyrabiać , aż ciasto przestanie kleić się do rąk i stolnicy. Powinno to zająć około 15 minut (ja wyrabiałam nieco krócej). Ciasto umieścić w natłuszczonej misce , przykryć folią i pozostawić w ciepłym miejscu do wyrośnięcia na ok. 1 godzinę (do podwojenia objętości).

Ciasto kruche:
- 80 g masła
- 90 g drobnego cukru
- 1 duże jajko (o wadze 80 g)
- 200 g mąki
- 2 g proszku do pieczenia (dałam 1 łyżeczkę)
- odrobina ekstraktu waniliowego (w oryginale melonowego)
- ew. trochę groszków czekoladowych
- cukier do posypania

- marmolada do środka (dodałam od siebie)

Miękkie masło ubić z cukrem i wanilią na puszystą masę. Dodawać po 1/3 roztrzepanego jajka , za każdym razem dobrze ubijając (ja dodałam od razu całe jajko , ale mikser nastawiłam na max. obroty). Mąkę przesiać z proszkiem do pieczenia i wymieszać dokładnie z masą za pomocą łyżki. Ciasto podzielić na 12 porcji. Jeśli chcemy zrobić wersję czekoladową , należy domieszać czekoladowe groszki. Gotowe porcje ciasta (najlepiej , jeśli są uformowane w kulki) poukładać na tacce i wstawić do lodówki na co najmniej 30 minut.

Wyrośnięte ciasto drożdżowe odgazować i również podzielić na 12 części. Uformować z nich kulki , przykryć folią i zostawić na 10 minut. Wyjąć z lodówki ciasto kruche , każdą porcję rozwałkować pomiędzy kawałkami folii na placuszki ok. 10 cm średnicy.
Kulki drożdżowe jeszcze raz uformować w kulki (w celu odgazowania), ewentualnie nadziewać marmoladą i układać na wyłożonych pergaminem lub natłuszczonych blachach w dużych odstępach. Zdejmować górną warstwę folii z rozwałkowanych porcji ciasta kruchego , razem z dolną warstwą folii przenosić na kulki drożdżowe , oblepiając je dookoła ciastem (od dołu kulki powinny pozostać nie oklejone , żeby ciasto mogło swobodnie wyrastać). Na koniec delikatnie zdjąć folię , jednocześnie wyrównując brzegi. Gotowe bułeczki posypać cukrem , a następnie wyciskać na ich górnej powierzchni dowolne wzorki , za pomocą małych foremek lub zwyczajnie nożem. Pozostawić do wyrośnięcia na 40 - 50 minut. Piec w temperaturze 180 st.C. przez 10 - 12 minut (ja piekłam jakieś 20 minut), aż delikatnie się zarumienią.


sobota, 13 września 2008

Krajanka biszkoptowa z rodzynkami


Zastanawiałam się , czy w ogóle podawać ten przepis. No , ale skoro już upiekłam to ciasto , to dlaczego nie - choćby jako ciekawostkę. Przypomniałam sobie o swojej "Kuchni polskiej" , z której tak naprawdę właściwie nie korzystam , i trafiłam tam właśnie na krajankę biszkoptową. Wiedziałam , że nie będzie to nic nadzwyczajnego , bo też i nie miało być - ot , takie tam małe co nieco , ale jednak liczyłam na coś więcej. A przy okazji... Czy to naprawdę tak ciężko podać czasem kilka szczegółów , jak na przykład wielkość blachy , czas pieczenia , temperatura ? Oczywiście można to sobie samemu wykalkulować , ale osobiście nie cierpię zastanawiać się: czy tak będzie dobrze , czy może lepiej zrobić trochę inaczej , a potem , jak coś wyjdzie nie po mojej myśli: chyba jednak trzeba było inaczej... I tak dopiero metodą prób i błędów dochodzę do tego , jak to powinno właściwie być. A można było przecież zrobić tak od razu za pierwszym razem , wystarczył tylko jasny przepis.
Skoro już poruszyłam ten temat , to najbardziej "lubię" takie receptury , które pomimo , że są niezwykle szczegółowe , z instrukcją obrazkową , to trzymając się ich , nigdy w życiu nie wyjdzie to , co na zdjęciach , po prostu nie ma takiej możliwości (dlatego też wiele przepisów z gazetek "Ciasta domowe" muszę przerabiać i dopasowywać po swojemu).

Uff... ale mnie naszło , ale wracając do krajanki. Tu nie było nad czym wiele się zastanawiać , bo i tak nic lepszego z tego by nie wyszło :-)) Spód był trochę za twardy (zmiękł dopiero po dwóch dniach) , a rodzynek było tyle , co kot napłakał , ale nawet gdybym dodała więcej , to ich smak "utonąłby" w dżemie.
No cóż , zawsze to jakaś słodka przekąska na deser ;-)


Biszkopt:
- 4 jaja
- 20 dag cukru pudru
- 4 łyżki wrzącej wody
- 1 łyżka octu (3 %)
- 20 dag mąki
- aromat waniliowy
- 5 dag rodzynków

Jaja ubić z cukrem na gęstą , pulchną masę (według przepisu należy to robić na parze , ale można to sobie darować). Gdy masa zgęstnieje , wlać cienkim strumieniem wrzącą wodę z octem, ciągle ubijając. Wymieszać delikatnie z mąką , wanilią i rodzynkami (opłukanymi i wysuszonymi). Masę wyłożyć na blachę (u mnie 23 x 33 cm) wyścieloną pergaminem i równo rozsmarować. Piec w temperaturze ok. 200 st.C. na jasnozłoty kolor (20 - 30 minut).

Ciasto kruche:
- 15 dag mąki (dałam trochę więcej)
- 7 dag tłuszczu
- 5 dag cukru pudru
- 1 jajko
- 2-3 łyżki śmietany

Dodatkowo:
- ok. 20 dag marmolady lub kwaśnego dżemu do przełożenia

Mąkę przesiać z cukrem pudrem i posiekać z margaryną. Dodać resztę składników , zagnieść ciasto i włożyć do lodówki na 30 minut. Następnie rozwałkować i wyłożyć do blachy (tej samej wielkości , co biszkopt) i upiec na złoty kolor.
Ostudzone ciasto kruche posmarować rozrzedzoną marmoladą (lub dżemem) przykryć biszkoptem , z góry przycisnąć deseczką. Po jakimś czasie (najlepiej dopiero następnego dnia , wtedy kruche ciasto nieco zmięknie) pokroić na kwadraty.

środa, 10 września 2008

Bloomer


To nazwa jednego z angielskich chlebów , najbardziej przypominający mi "Biały chleb pszenny" - także z rodzaju "bułkowatych". Jednak zasadnicza różnica pomiędzy nimi polega na tym , że Bloomer potrzebuje około ośmiu godzin na samo wyrastanie (dlatego też należy zacząć robić go odpowiednio wcześnie) , ale dzięki temu dłużej zachowuje świeżość i ma lepszy , bardziej wyrazisty smak.
Przepis pochodzi oczywiście z mojej "książki chlebowej" ;-)

Składniki:
- 675 g białej mąki chlebowej
- 2 łyżeczki soli
- 15 g świeżych drożdży (dałam 2 łyżeczki suszonych)
- 430 ml wody

Do posmarowania:
- ½ łyżeczki soli
- 2 łyżki wody

(ewentualnie trochę maku do posypania)

Mąkę przesiać z solą do dużej miski. Na środku zrobić zagłębienie , wlać do niego rozpuszczone w połowie szklanki wody drożdże oraz resztę wody. Mieszać zaczynając od środka , tak , żeby mąkę domieszywać stopniowo. Kiedy składniki już dobrze się połączą , ciasto wyłożyć na lekko posypaną mąką stolnicę i wyrabiać przez co najmniej 10 minut. Przełożyć do lekko naoliwionej miski , przykryć folią i zostawić w chłodnym pomieszczeniu (15 - 18 st.C.) na 5 - 6 godzin lub do podwojenia objętości.
Ciasto ponowinie wyłożyć na stolnicę i ugniatać dość energicznie przez 5 minut. Znowu włożyć do miski i zostawić przykryte folią na kolejne 2 godziny lub nieco dłużej (w tej samej temperaturze).
Jeszcze raz wyłożyć na stolnicę i powtórzyć ugniatanie. Zostawić ciasto na 5 minut , żeby "odpoczęło" , a następnie rozwałkować na kształt prostokąta o grubości ok. 2,5 cm i zrolować wzdłuż dłuższego boku. Uformowany bochenek powinien mieć ok. 33 cm długości i 13 cm szerokości. Ułożyć go na posypanej mąką stolnicy , spojeniem do góry , przykryć i zostawić na 15 minut. Odwrócić i przenieść na lekko natłuszczoną blachę. Boki i końce podwinąć pod spód , a na wierzchu zrobić 6 poprzecznych nacięć. Przykryć i zostawić do wyrośnięcia w ciepłym miejscu na 10 minut. W tym czasie nagrzać piekarnik do temperatury 230 st.C.
Wodę wymieszać z solą , posmarować tym wyrośnięty bochenek i ew. posypać makiem. Nagrzany piekarnik spryskać wodą i od razu wstawić chleb do pieczenia na 20 minut , po tym czasie zmniejszyć temperaturę do 200 st.C. i piec jeszcze 25 minut , na złoty kolor.

niedziela, 7 września 2008

Babeczki truflowe


Do tego przepisu przymierzałam się od bardzo dawna. Na zdjęciu (w gazetce Ciasta domowe) babeczki wyglądały bardzo zachęcająco , ale wydawało mi się , że za dużo z nimi roboty , żeby potem miały zniknąć w mgnieniu oka. I rzeczywiście , trzeba się z nimi trochę "pobawić" , ale są tak syte , że na deser jedna wystarczy , a dwiema to już można nawet się najeść. No , ale rzecz najważniejsza... Te babeczki to po prostu poezja smaku ! Nie można ich ot , tak po prostu zjadać , trzeba się nimi delektować :-) Wyobraźcie sobie delikatne migdałowe ciasteczko , posmarowane pyszną masą czekoladową , a to wszystko przykryte jeszcze skorupką z czekolady...


Z podanej porcji wychodzi około 20 babeczek.

Ciasteczka:
- 3 białka
- 125 g cukru
- 200 g mielonych migdałów
- 50 g mąki

Z białek ubić pianę. Powoli dodawać cukier , ciągle ubijając , aż całkowicie się rozpuści. Zmielone migdały wymieszać z mąką , dodać do ubitej piany.
Masę nałożyć do szprycki z gładką końcówką (ja użyłam innej). Na blasze wyłożonej pergaminem wycisnąć placuszki (u mnie bardziej przypominały stożki i myślę , że tak jest lepiej) o średnicy ok. 4 cm (mniej więcej na szerokość 3 palców ;-) Piec 15 - 20 minut w temperaturze 200 st.C. , następnie wyłożyć na kratkę kuchenną do ostygnięcia.

Masa:
- 150 g półsłodkiej czekolady
- 2 łyżki winiaku (pominęłam)
- 3 żółtka
- 125 g masła
- 100 g cukru pudru

Polewa:
- 200 g półsłodkiej czekolady
- ew. lukier (kilka łyżek cukru pudru wymieszać z odrobiną mleka lub wody)

Czekoladę (150 g) połamać do małego garnuszka i razem z masłem (ew. także z winiakiem) rozpuścić na parze (wstawić do większego garnka z gotującą się wodą). Garnuszek zdjąć z pary , domieszać cukier puder i żółtka. Gdy masa będzie już na tyle gęsta , żeby "trzymać się kupy" , obficie smarować nią ciasteczka. Wstawić do lodówki , żeby stężała. Następnie oblać babeczki rozpuszczoną na parze czekoladą i ewentualnie ozdobić gęstym lukrem.
Babeczki należy przechowywać w lodówce.

Upieczone ciasteczka:


Posmarowane masą czekoladową:


I gotowe:


piątek, 5 września 2008

Muffiny z marmoladą


Może nie są to typowe muffiny , bo do ich przygotowania trzeba użyć miksera , zamiast wymieszać wszystko łyżką , ale i tak łatwo się je robi. Marmolada natomiast nie stanowi nadzienia , tylko dodaje się ją razem do ciasta.
Ogólnie muffinki wyszły całkiem dobre - tuż po upieczeniu miały na wierzchu taką słodką , chrupiącą skorupkę. Spodziewałam się jednak , że w środku będą bardziej wilgotne ;-)

Przepis zaczerpnęłam z książki Rona Kalenuika "Po prostu pyszne".


Składniki:
- 1/2 szkl. marmolady lub gęstego dżemu
- 2 łyżki soku z cytryny
- 3/4 szkl. mleka
- cukier waniliowy
- 3/4 szkl. cukru
- 1/4 kostki masła
- 2 jaja
- 2 i 1/2 szkl. mąki
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 1/2 łyżeczki sody
- 1/2 łyżeczki soli

Wymieszać razem marmoladę , sok z cytryny , mleko i cukier waniliowy. W dużej misce utrzeć miękkie masło z cukrem , dodając po 1 jajku. Do drugiej miski przesiać razem mąkę z proszkiem do pieczenia , sodą i solą. Mieszając , dodawać do masy jajecznej suche składniki na zmianę z marmoladą - po 1/3 ilości. Gotowym ciastem napełniać foremki muffinkowe i piec 30 - 35 minut w temp. 180 st.C.

wtorek, 2 września 2008

Rogale (niby)marcińskie


Celowo dodałam od siebie słowo "niby" , bo chociaż nigdy nie próbowałam takich prawdziwych rogali marcińskich , to porównując inne przepisy , doszłam , do wniosku , że wybrałam tę najbardziej uproszczoną wersję. A właściwie to nie wybierałam , tylko skorzystałam z pierwszego przepisu , który wpadł mi w ręce (porównanie zrobiłam dopiero po upieczeniu). Nie powiem , że rogale wyszły niedobre , wręcz przeciwnie , ale zupełnie inne niż te oryginalne. Przede wszystkim ciasto nie było półfrancuskie , tylko typowo drożdżowe , a nadzienia wyszło jakby trochę za mało , no i brakowało w nim przynajmniej jednego ze składników , czyli białego maku (swoją drogą , jeszcze nigdy na niego nie trafiłam). Cóż , marcińskie , czy też nie , rogale bardzo mi smakowały , a do 11- go listopada jeszcze trochę czasu zostało , więc może zdążę wypróbować inny przepis :-)

Jak podaje źródło , przepis udostępniła firma "FAWOR" SPC z Poznania.


Ciasto:
- 1/2 kg mąki
- 1 łyżka cukru
- 25 g świeżych drożdży (dałam 2 i 1/2 łyżeczki suszonych)
- 1/2 szkl. mleka
- 3 jajka
- 1/4 kostki masła
- cukier waniliowy (dodałam od siebie)

Jajka ubić z cukrem , wlać ciepłe , roztopione masło i dalej ubijać. Nie przerywając ubijania , dodawać porcjami przesianą mąkę oraz letnie mleko (kiedy ciasto zgęstniało , zaczęłam wyrabiać ręką). Pod koniec dodać rozpuszczone w niewielkiej ilości mleka drożdże i wyrabiać do momentu , kiedy pojawią się pęcherzyki powietrza. Następnie ciasto pozostawić w ciepłym miejscu do wyrośnięcia , aż podwoi swoją objętość. W tym czasie przygotować nadzienie.

Nadzienie:
- 7 dag cukru pudru (można trochę więcej)
- 10 dag zmielonych orzechów lub migdałów
- kwaśna śmietana

Orzechy lub migdały wymieszać z cukrem pudrem i dodać tyle śmietany , żeby masa dała się rozsmarowywać , ale jednocześnie żeby pozostała gęsta (śmietanę należy dodawać z wyczuciem , bo masa łatwo się rozrzedza).

Wyrośnięte ciasto rozwałkować i pokroić w kwadraty - mniejsze lub większe , według uznania. Na środku każdego z nich położyć porcję masy orzechowej i zwinąć w rogalik (po przekątnej).Z podanej porcji wyszło mi 12 dużych rogali.
Uformowane rogaliki ułożyć na posmarowanej tłuszczem blasze w dużych odstępach i pozostawić w ciepłym miejscu do wyrośnięcia. Piec w temperaturze 220 - 250 st.C. na złoty kolor (zajmuje to ok. 10 -15 minut).
Upieczone rogaliki polukrować i posypać siekanymi orzechami.