poniedziałek, 30 marca 2009

Babka amsterdamska


Całkiem przypadkowo załapałam się na dwie akcje kulinarne jednocześnie , a to za sprawą tej oto babki. Ponownie skorzystałam z gazetki "Ciasta domowe" i znalazłam przepis , z którego jeszcze nie korzystałam. Babeczka jest bogata w składniki , więc powinna zadowolić każdego - zawiera ser , śliwki , mak i orzechy. Jest przy niej trochę pracy , ale za to jaka satysfakcja z efektu końcowego. Przyznaję , że do ostatniej chwili nie wiedziałam dokładnie jak poukładać poszczególne kawałki ciasta w formie (brak dokładnej instrukcji) , ale chyba najgorzej nie wyszło ;-) I na koniec jeszcze jedna uwaga własna: osobiście wolę , żeby nadzienie było odrobinę słodsze , więc proponuję próbować i słodzić do smaku , według własnych upodobań. Ogólnie babka super - cieszy oko i podniebienie :-)

Ciasto:
- 500 g mąki
- 30 g drożdży świeżych (dałam 3 łyżeczki suszonych)
- 1 szkl. mleka
- 100 g masła
- 100 g cukru
- 2 żółtka
- zapach cytrynowy
- szczypta soli

Nadzienie serowe:
- 125 g zmielonego białego sera
- 1 łyżka cukru (lub więcej - do smaku)
- 1 żółtko
- 2 łyżki rodzynków
- 2 łyżki soku cytrynowego

Nadzienie makowe:
- 100 g mielonego maku
- 1 łyżka cukru (lub więcej - do smaku)
- 2 łyżki tartej bułki
- szczypta cynamonu
- 1 łyżka rumu (pominęłam)
- 1/2 szkl. gorącego mleka

Nadzienie śliwkowe:
- 150 g musu śliwkowego (dałam dżem śliwkowy)
- 1 łyżka cukru
- szczypta cynamonu

Nadzienie orzechowe:
- 100 g zmielonych orzechów laskowych
- 2 łyżki tartej bułki
- szczypta cynamonu
- 1 łyżka cukru (lub więcej - do smaku)
- 1 łyżka rumu (pominęłam)
- 1/2 szkl. gorącego mleka


Przygotowanie ciasta drożdżowego:
Wszystkie składniki ogrzać do temperatury pokojowej. Drożdże wymieszać z 1/2 szkl. mleka i łyżeczką cukru. Mąkę przesiać do miski , na środku zrobić wgłębienie , wlać rozpuszczone drożdże , posypać odrobiną mąki i zostawić do wyrośnięcia. Następnie dodać żółtka utarte z resztą cukru , pozostałe mleko i sól. Na koniec wlać roztopione i ostudzone masło. Wyrabiać tak długo , aż zaczną pojawiać się pęcherzyki powietrza. Przykryć ściereczką i odstawić do wyrośnięcia na ok. 1 godzinę (aż podwoi swoją objętość).

Składniki na 4 rodzaje nadzienia wymieszać osobno , przykryć i odstawić , aby przeszły aromatem , na czas wyrastania ciasta.
Wyrośnięte ciasto lekko odgazować i podzielić na 24 części. Kolejno rozwałkowywać je na stolnicy lekko posypanej mąką (u mnie nie trzeba było podsypywać) na cienkie placki. Na każde 6 kawałków nałożyć do połowy jeden rodzaj nadzienia , przykryć nie posmarowaną połówką.


Tak przygotowane kawałki ciasta układać na wzór dachówek w formie do babek , obficie posmarowanej masłem. Odstawić do wyrośnięcia. Piec około 50 minut w temp. 200 st.C , zaraz po wyjęciu z piekarnika posypać cukrem pudrem.

Uwagi:
Jak na mój gust , nadzienie powinno być trochę słodsze.
Zastanawiałam się jak właściwie powinnam poukładać te "dachówki" w formie i w końcu wyszło mi coś takiego:

Pierwsza warstwa...

Kolejne...

I całość (placuszki na wierzchu ułożyłam odwrotnie niż wcześniejsze - stroną "otwartą" do środka)

A tak wyglądała babka po wyrośnięciu


P.S. Należy starać się , żeby nie układać placuszków o jednakowym nadzieniu w tym samym miejscu (jeden na drugim). Najlepiej , żeby w każdym kawałku ukrojonej babki znalazła się warstwa każdego nadzienia.



czwartek, 26 marca 2009

Pieczarki


Kiedy pierwszy raz zobaczyłam te ciasteczka na blogu Andzi-35 , od razu wiedziałam , że muszę je upiec. Może nie tyle dla samego smaku (nie przepadam za wypiekami piaskowymi) , ale ze względu na ich oryginalny wygląd. Robi się je dosyć szybko i pomimo , że surowe ciasto jest bardzo miękkie , to łatwo daje się formować i nie klei do rąk. Jedyny problem miałam ze znalezieniem odpowiedniej butelki , bo najlepsza była by taka z gwintem o małej średnicy. Na szczęście przyszła mi wtedy na pomoc... solniczka :-) I tak oto powstały słodkie pieczarki , rozsypujące się w ustach. Dokonałam jednak pewnej zmiany i połowę mąki ziemniaczanej zastąpiłam pszenną oraz dodałam kilka kropli aromatu śmietankowego. W rezultacie otrzymałam całkiem smaczne ciasteczka , tylko koniecznie trzeba mieć do nich coś do popicia ;-) Przepis podała Krystyna9 na forum CinCin.

Składniki:
- 1 jajko
- 2 szklanki mąki ziemniaczanej (dałam 1 szkl. ziemniaczanej + 1 szkl. pszennej)
- 2 łyżki mąki pszennej
- 150 g margaryny
- 3/4 łyżeczki sody oczyszczonej
- 4 czubate łyżki cukru pudru
- kilka kropli aromatu śmietankowego (dodałam od siebie)

- kakao

Potrzebna będzie jeszcze pusta , sucha butelka (ja użyłam solniczki ;-)

Miękką margarynę utrzeć z cukrem pudrem i ew. aromatem , wbić jajko i dalej ucierać na pulchną , jednolitą masę. Obydwie mąki razem z sodą , dodać do masy , dobrze wymieszać. Nabierać łyżką ciasto , formować w dłoniach kulki wielkości orzecha włoskiego i układać na blasze wyścielonej pergaminem. Do małego pojemniczka wsypać kakao. Końcówkę butelki maczać w kakao i delikatnie wciskać w kulki z ciasta. Gotowe "pieczarki" piec ok. 15 minut w temp. 180 st.C.

środa, 25 marca 2009

Drożdżówki fantazyjne


Takie (albo bardzo podobne) drożdżówki widziałam już na kilku blogach. Od razu spodobał mi się sposób , w jaki zostały przygotowane - prosty , a przy tym efektowny. Z ciastem nie ma większych problemów , bo łatwo daje się formować , a nadzienie - kto jakie lubi. W oryginale był to krem patisserie , a ja dałam zwykły budyń waniliowy. Bułeczki pyszne ! Bardzo mięciutkie , puszyste , a do tego ładnie się prezentują. Przepis podała Hazo na forum CinCin.

Składniki na 15 sztuk:
- 500 g mąki
- 2 i 1/2 łyżeczki suszonych drożdży
- 70 g cukru
- 260 g mleka
- 1 jajko
- 50 g masła
- 1 łyżeczka soli (dałam trochę mniej)

Dodatkowo:
- 1 jajko do posmarowania
- nadzienie (krem patissiere , gęsty dżem , masa serowa , co kto lubi - u mnie budyń waniliowy)

Mąkę i cukier wsypać do miski , na środku zrobić dołek , wlać ciepłe mleko i wsypać drożdże. Odstawić na kilka minut , aż drożdże zaczną "bąbelkować". Następnie dodać pozostałe składniki (oprócz masła) i dobrze wyrobić. Kiedy ciasto zacznie odstawać od ścianek naczynia , wlać rozpuszczone (ostudzone) masło i znowu dobrze wyrobić. Przykryć i odstawić do wyrośnięcia na 1 - 1,5 godziny.
Wyrośnięte ciasto wyłożyć na posypaną mąką stolnicę , odgazować , złożyć 3-4 razy , uformować kulę i odłożyć na 30 minut. Następnie podzielić na 15 kawałków (o wadze ok. 60 g każdy) , uformować kulki i zostawić na 25 minut.
Każdą kulkę rozwałkować na kształt prostokąta o wymiarach 10x14 cm. W górnej części położyć 1 łyżkę nadzienia (lekko rozsmarowując na boki) , a dolną ponacinać w "grzebień".

Górną część zawinąć do środka , dobrze docisnąć brzegi.

Następnie założyć poszczególne "zęby" grzebienia do góry.


Tak przygotowane drożdżówki poukładać na blasze wyłożonej pergaminem , przykryć i odstawić na około 45 minut do wyrośnięcia. Tuż przed wstawieniem do piekarnika posmarować roztrzepanym jajkiem (ew. posypać płatkami migdałowymi). Piec w temp. 200 st.C. przez około 20 minut.

piątek, 20 marca 2009

Babka hawajska

Tak się zastanawiałam co mogłabym przygotować na Hawajski weekend i nagle mnie olśniło. Czy może być coś bardziej odpowiedniego od babki hawajskiej? Jak do tej pory jakoś nie miałam okazji , żeby się za nią zabrać , a teraz nadarzyła się świetna okazja. Babeczka jest słodka , puszysta i aromatyczna. Dodatkowo można ją oblać rozpuszczoną czekoladą i udekorować bitą śmietaną oraz kawałkami kandyzowanego ananasa. Przepis pochodzi z gazetki "Ciasta domowe" /nr 35 z 1994 roku.




Składniki:
- 300 g masła
- 300 g cukru
- 5 jaj
- 100 g rodzynek
- 5 łyżek rumu (pominęłam)
- zapach waniliowy (kilka kropli)
- szczypta imbiru
- 200 g kandyzowanych ananasów (dałam odsączone z puszki - 4 plastry)
- 100 g drobno posiekanych migdałów (moje były w większości zmielone)
- 250 g mąki
- 1 czubata łyżeczka proszku do pieczenia

Cukier utrzeć z jajkami , aromatem waniliowym i imbirem. Rodzynki wsypać do miseczki i skropić rumem (ja przepłukałam tylko gorącą wodą). Ananasy pokroić w kostkę. Miękkie masło utrzeć na puszystą masę i powoli łączyć z utartą masą jajeczną. Mąkę przesiać z proszkiem do pieczenia , wymieszać z migdałami. Ostrożnie domieszać do ciasta. Na koniec wsypać rodzynki i ananasy (część z nich można zostawić do dekoracji).
Formę nasmarować tłuszczem i wysypać tartą bułką , nałożyć ciasto. Piec około 1 godziny w temperaturze 180-200 st.C. (sprawdzić patyczkiem , ja piekłam 5 minut krócej)
Upieczone ciasto wyłożyć na kratkę kuchenną do ostygnięcia. Można posypać cukrem pudrem lub oblać rozpuszczoną półsłodką czekoladą , a tuż przed podaniem udekorować jeszcze bitą śmietaną z kawałkami ananasa.



czwartek, 19 marca 2009

Muffiny truskawkowe


Wypieki z truskawkami kusiły mnie ostatnio na kilku blogach , a ponieważ owoce te są dostępne u mnie przez okrągły rok , więc długo nie zwlekając wzięłam się do pracy. A cóż innego mogłam , tak na szybko wymyślić , jak nie muffiny ;-) Jest tyle blogów i stron kulinarnych , że nie sposób zapamiętać co i u kogo widziałam. Oczywiście mam też zachowaną dłuuugą listę przepisów , ale codziennie przybywa nowych , ciekawych i wartych wypróbowania. Ten jednak przepis miałam zapisany w pamięci już od dosyć dawna i sama sobie się dziwię , że dopiero teraz z niego skorzystałam. Muffinki wyszły z niego po prostu pyszne ! Delikatne , aromatyczne , u mnie dodatkowo z zapachem śmietankowym , który uwielbiam , zwłaszcza w połączeniu z truskawkami. Polecam :-)
Przepis podała Ania na swoim blogu
"Na miotle".


Składniki:

- 2 szklanki mąki

- 1 szklanka cukru

- 1 łyżeczka proszku do pieczenia

- 1/4 łyżeczki soli

- 2 jajka

- 1/2 szklanki oleju roślinnego

- 1 szklanka mleka

- 1 i 1/2 szklanki pokrojonych truskawek

- ew. aromat śmietankowy (dodałam od siebie)

W jednej misce połączyć suche składniki (mąka, cukier, proszek do pieczenia, sól). W drugiej misce rozbełtać jajka, dodać mleko i olej. Mokre składniki wlać do suchych i lekko wymieszać (nie mieszać zbyt długo - w cieście mają pozostać grudki). Dodać truskawki (ciasto wydawało mi się odrobinę za luźne , więc dosypałam jeszcze czubatą łyżeczkę mąki), ponownie wymieszać. Formę do muffinek wyłożyć papilotkami, napełnić ciastem. Każdą muffinkę posypać szczyptą cukru (nie posypywałam). Piec 20 - 25 minut w temperaturze około 200 st.C.

Uwagi:
Rozmieściłam ciasto do 12 foremek , ale napełniałam je aż po brzegi.

środa, 18 marca 2009

Francuski chleb wiejski


Kolejny świetny przepis Mirabbelki. Z podanej porcji wychodzi duży bochen chleba , o dość grubej skórce , tak wspaniale chrupiącej tuż po upieczeniu. Troszkę się obawiałam jak wyjdzie , bo nie dodaje się do niego drożdży , a ja swój zakwas ostatnio nieco "osłabiłam" dodając białej mąki. Na początku rzeczywiście ciasto jakoś tak niemrawo wyrastało i właściwie nie miałam czego odgazowywać , ale ostatnią fazę przedłużyłam do prawie pięciu godzin i w końcu się "ruszyło". Na pewno jeszcze wrócę do tego przepisu :-)


Składniki na zaczyn 270g:

- 30g zakwasu
- 140g mąki pszennej
- 10g mąki żytniej
- 90g wody

Składniki na ciasto chlebowe 1700g:

- 800g mąki pszennej
- 50g mąki żytniej
- 450g wody
- 1 łyżka soli
- 270g zaczynu jw.

Z tej ilości składników wychodzi ogromny, wiejski bochen. Aby otrzymać mniejszy można składniki podzielić na pół, pamiętając jednak, że do zakwaszenia zaczynu potrzebne jest zawsze nie mniej niż 2 łyżki zakwasu (20-25g).

1. Składniki zaczynu wymieszać, odstawić przykryte na 12-14 godzin w temperaturze pokojowej.
2. Następnego dnia wymieszać mąkę z wodą do całkowitego połączenia składników. Odstawić w przykrytej misce na ok. 1 godzinę.
3. Dodać sól, jeszcze raz krótko zagnieść i połączyć z zaczynem. Zagniatać przez kilka minut, ewentualnie skorygować jeszcze ilość mąki lub wody; ciasto powinno być średnio ścisłe.
4. Ciasto powinno odpoczywać przykryte ok. 2 do 2,5 godzin. W trakcie odpoczynku, kilkakrotnie w odstępach czasowych co ok. 60 minut należy je odgazować, aby uzyskać gładką i równą powierzchnię. W tym celu rozpłaszczamy kulę ciasta lekko uderzając w jego powierzchnię, następnie z każdej strony zawijamy na szerokość ok. 1/3 płat ciasta do środka . W ten sposób napinamy dolną część, która potem będzie tworzyła wierzch bochenka.
5. Uformować jeden duży bochenek (bądź dwa małe), posługując się metodą zawijania jak wyżej, tak aby uzyskać gładką powierzchnię chleba, wkładamy go delikatnie (zlepieniem do góry) do koszyka do wyrastania. Czas wyrastania ok. 2 do 2,5 godzin w temperaturze pokojowej. W chłodzie (10 st.C.) można ten czas przedłużyć do 8 godzin, w lodówce (ok. 6 st.C.) do 18 godzin.
6. Przed włożeniem do pieca zalecana jest próba, czy chleb jest dobrze wyrośnięty. Kiedy po naciśnięciu palcem ciasto wraca natychmiast do pierwotnego kształtu jest jeszcze za wcześnie; gdy potrzebuje trochę czasu zanim wyrówna się jego powierzchnia jest gotowe do pieczenia.
7. Chleb wyjąć, delikatnie odwrócić, kilkakrotnie naciąć. Piec w lekko naparowanym piekarniku w temperaturze 240 st.C. około 35-45 minut.
wtorek, 17 marca 2009

Tort jabłkowy


Wspaniały torcik budyniowo-jabłkowy , na który przepis podała Kasiula na swoim blogu. Autorka nie wspomniała jednak o tym , że budyń trzeba posłodzić... A ja ostatnio jakaś zakręcona , zwróciłam na to uwagę dopiero wyjadając jego resztki z garnuszka. To jednak nie przeszkodziło nam zjeść od razu połowę ciasta zaraz po ostygnięciu. Aż się boję pomyśleć co by było , gdybym jednak dodała cukru ;-)) Przepis zdecydowanie do powtórki !

SKŁADNIKI:
Na spód:
- 1 i 1/2 szklanki mąki
- 1/3 szklanki cukru pudru
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 100 g margaryny lub masła
- 1 jajko

Nadzienie:
- 4-5 dużych jabłek (np. antonówki)
- 5 łyżek dżemu (u mnie truskawkowy)
- sok z cytryny

Masa:
- 1 duży budyń śmietankowy z cukrem albo bez cukru , posłodzony później według instrukcji na opakowaniu (dałam 1 torebkę taką na 0,5 l mleka + 1 łyżkę z drugiej torebki)
- 500 ml śmietanki kremówki

Połączyć mąkę, cukier i proszek do pieczenia, dodać pokrojone masło oraz jajko i szybko zagnieść ciasto. Uformować kulę, zawinąć w folię i włożyć na 1,5 godziny do lodówki.
Tortownicę o średnicy 26 cm wyścielić papierem do pieczenia , wyłożyć ciastem łącznie z bokami , na wysokość 2-3 cm.
Jabłka obrać i poprzekrajać na pół , w poprzek, czyli tak, żeby na górze został ogonek. Wykroić gniazda nasienne i skropić cytryną , żeby jabłka nie ściemniały. Poukładać na cieście, rozciętą częścią do dołu (ja ułożyłam 6 połówek dookoła tortownicy , jedną w środku , a jeszcze jedną pokroiłam na 6 kawałeczków i powkładałam w wolne miejsca). W dziurki po gniazdach nasiennych włożyć po 1 łyżce dżemu.
Budyń wsypać do kubka i wymieszać z ok. 1/3 śmietanki. Resztę śmietany wlać do garnka i doprowadzić do zagotowania uważając, żeby się nie przypaliła. Kiedy będzie się już gotowała , dodać resztę śmietany z budyniem , intensywnie mieszając (wcześniej posłodzić , jeśli budyń był bez cukru). Zdjąć z ognia po uzyskaniu konsystencji budyniu i wylać na jabłka, tak żeby je wszystkie ładnie przykryć. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180ºC i piec około 90 minut. Kiedy wierzch się przyrumieni najlepiej sprawdzić patyczkiem , czy jabłka są już miękkie. Wyjąć z piekarnika i całkowicie ostudzić , żeby ciasto łatwiej dało się kroić.

Uwagi:
Wierzch ciasta przed włożeniem do piekarnika można dodatkowo posypać płatkami migdałowymi.


poniedziałek, 16 marca 2009

Bułeczki kokosowe


Te bułeczki robiłam już jakiś czas temu. Najpierw upiekłam muffiny z wiórkami kokosowymi , a zaraz na drugi dzień właśnie bułeczki kokosowe - taką miałam wielką ochotę na coś kokosowego . Dlaczego tak długo zwlekałam z wstawieniem przepisu ? Otóż ostatnio jakoś tak zupełnie bezkrytycznie podchodzę do nowych , nie wypróbowanych jeszcze przepisów i robię dokładnie tak , jak podaje receptura , a nie zawsze jest ona dokładna (to już trzeci z kolei przepis do powtórki! ). Doszłam jednak do wniosku , że w tym przypadku wystarczy "niewielka" korekta (dokładnie chodzi o ilość płynu) i wszystko będzie dobrze , dlatego też zdecydowałam się podać ten przepis , bo naprawdę wart jest wypróbowania.
Ale może od początku. Bułeczki te wypatrzyłam na jednym z blogów i od razu mi się spodobały. W oryginale był to przepis na ogromną porcję , więc od razu podzieliłam wszystko na połowę. Nawet nie zwróciłam uwagi na to , że dodając tyle wody wyjdzie mi bardzo rzadkie ciasto. No i wyszło , dlatego musiałam dosypać tyle mąki , co prawie na całą porcję! Wyszły mi 4 blaszki bułeczek , ale mimo wszystko zjedliśmy je dosyć szybko (tylko 1/4 porcji zamroziłam). Samo ciasto wyszło tak jak się zresztą spodziewałam , dosyć suche , mało słodkie i już czerstwe na drugi dzień , ale ten kokos , a przede wszystkim ta słodziutka polewa... Dlatego też mogę zapewnić , że będzie powtórka i to smaczniejsza ;-) Nie lubię podawać przepisu zanim sama DOKŁADNIE wszystkiego nie przetestuję , ale z uwagi na to , że nie wiem kiedy znowu do niego wrócę (na razie zaspokoiłam swój apetyt na kokos) , więc postanowiłam podać go już dzisiaj.
Przepis znalazłam na tym blogu. Podałam składniki na połowę porcji według oryginalnej wersji , a swoje uwagi dopisałam w nawiasach.


Składniki:
- 1/2 szkl. cukru
- 2 szkl. letniej wody (UWAGA: to zdecydowanie za dużo! )
- 1 łyżka suszonych drożdży
- 1/2 szkl. kwaśnej śmietany
- 3 jajka
- 1/2 łyżki soli (dałam 1/2 łyżeczki)
- 1/2 szkl. oleju
- 5 szkl. mąki

W połowie szklanki wody rozpuścić 2 łyżki cukru , posypać drożdżami i zostawić na 10 minut.
Jajka wymieszać z resztą cukru , śmietaną , solą , olejem , wodą (na początek proponuję wlać tylko 1/2 szklanki) , wyrośniętymi drożdżami i 1 szklanką mąki , dobrze wymieszać. Następnie dodać resztę mąki i zagnieść miękkie ciasto (jeśli potrzeba , teraz można dolać nieco więcej wody). Zostawić przykryte do wyrośnięcia na 1 godzinę. Odgazować i zostawić na kolejną godzinę.

Nadzienie:
- 3/4 szkl. cukru
- 3/4 szkl. wiórków kokosowych
- ew. drobno starta skórka z pomarańczy

Dodatkowo:
- ok. 2 łyżki masła do smarowania

Wyrośnięte ciasto rozwałkować na kształt prostokąta o grubości ok. 1 cm. Posmarować rozpuszczonym masłem , posypać wymieszanymi ze sobą składnikami nadzienia , zrolować ciasto i pokroić na krążki o grubości około 2,5 cm. Układać na wyłożonej pergaminem blasze i zostawić do wyrośnięcia na około 30 minut. Piec 20-30 minut w temp. 180-200 st.C. Od razu po wyjęciu z piekarnika polać lukrem w "esy-floresy".

Lukier:
- 3/4 szkl. cukru
- 1/2 szkl. kwaśnej śmietany
- 1/3 kostki masła
- ew. niepełna łyżka drobno startej skórki z pomarańczy (ja zamiast tego dałam odrobinę aromatu śmietankowego)

Wszystko razem wymieszać w garnuszku , podgrzać i gotować 1 minutę. Przestudzić (nie musi całkiem wystygnąć , tylko żeby trochę zgęstniało).

czwartek, 12 marca 2009

Bułeczki bez zagniatania


Zdawałoby się , że jeśli nie trzeba ciasta zagniatać , to mamy uproszczone zadanie - jak dla mnie , niestety nie było. Owszem samo przygotowanie to dosłownie chwila , potem należy ciasto odstawić na 12 godzin i można o nim na jakiś czas zapomnieć. Ale formowanie to już zupełnie inna bajka ;-) Ciasto jest naprawdę rzadkie i trzeba mocno podsypywać mąką , żeby nie przyklejało się ani do blatu , ani do rąk (a ja bardzo tego nie lubię). Jednak na pocieszenie muszę przyznać , że bułeczki były naprawdę smaczne - przypieczone z wierzchu i wilgotne w środku. Takie mini-ciabatty :-) Przepis pochodzi z tej strony.

Składniki:
- 1 i 1/2 szkl. wody
- 1/4 łyżeczki suszonych drożdży
- 1 łyżka oliwy z oliwek
- 1 i 1/4 łyżeczki soli
- 1/2 łyżeczki cukru
- 3 szkl. mąki

Wszystkie składniki wymieszać w misce za pomocą drewnianej łyżki , formując wilgotne , bardzo lepiące ciasto. Przykryć ściereczką i odstawić na 12 godzin w temp. pokojowej.
Stolnicę obficie posypać mąką , wyłożyć ciasto używając łyżki (ciasto jest naprawdę rzadkie , jak na ciabattę). Umączonymi rękoma uformować prostokąt i podzielić go na 8 kwadratów. Z każdego z nich uformować okrągłą lub podłużną bułeczkę (moje i tak nie "trzymały" kształtu , lekko rozlewając się podczas wyrastania , a potem pieczenia). Układać na mocno posyapnej kaszką kukurydzianą blasze (w przeciwnym razie bułeczki mogą przywrzeć do spodu) , a jeszcze lepiej na pergaminie , wtedy nie trzeba niczym posypywać , łączeniem do dołu. Po wierzchu posypać mąką. Przykryć posypaną mąką ściereczką (ja nie przykrywałam , bo bałam się , że mimo posypywania ściereczka przyklei się do ciasta) , odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na 1 godzinę.
Średniej wielkości blaszkę napełnić do połowy wodą , wstawić na dół piekarnika. Piekarnik nagrzać do temp. 220 st.C.
Wyrośnięte bułeczki odkryć , zrobić po środku każdej z nich niewielkie nacięcie (nie robiłam) za pomocą ostrego noża. Piec ok. 35 minut. Wyłożyć na kratkę kuchenną do całkowitego ostygnięcia.

czwartek, 5 marca 2009

Tort II


Ten torcik zrobiłam miesiąc temu na urodziny mojej córci , ale zupełnie nie miałam pomysłu na dekorację , więc chyba dlatego tak długo zwlekałam z tym wpisem ;-) Rzadko mam z góry zaplanowane jak taki tort będzie wyglądał i zazwyczaj myślę nad tym dopiero trzymając dekorator w ręku. Tym razem kompletny brak weny sprawił , że nic ciekawego nie udało mi się wymyślić i wyszło tak , jak wyszło. Najważniejsze jednak , że jubilatce smakował i za każdym razem domagała się dokładki :-)


Biszkopty upiekłam według tego przepisu. Poncz też zrobiłam tak samo , tylko krem inaczej. Właściwie to już podawałam na niego przepis , ale tym razem dałam białą czekoladę i zwiększyłam porcję.

Krem:
- 3/4 tabliczki białej czekolady
- 3/4 szkl. słodkiej śmietanki
- 1/2 szkl. cukru
- 1 i 1/2 kostki masła (może być na połowę z margaryną)
- ew. odrobinę aromatu śmietankowego lub waniliowego (biała czekolada nie nadaje tak konkretnego smaku , jak zwykła)

Czekoladę , śmietankę i cukier rozpuścić na parze lub malutkim ogniu i dokładnie wymieszać , ostudzić. Ogrzane do temperatury pokojowej masło utrzeć i stopniowo dodawać masę czekoladową.

Dodatkowo:
- do przełożenia dżem z czerwonej porzeczki
- posypka migdałowa (przepis także w podanym powyżej linku)

Biszkopty poprzekrajać na dwa krążki (w sumie będą 4). Pierwszy krążek nasączyć ponczem , posmarować cienką warstwą kremu , przykryć drugim krążkiem , posmarowanym od dołu dżemem , ponownie nasączyć , posmarować kremem , przykryć posmarowanym dżemem trzecim krążkiem i powtórzyć czynności. Całość posmarować resztą kremu , dowolnie ozdobić , a boki obsypać posypką migdałową lub czym kto woli. Miałam w lodówce jeszcze resztki posypki od poprzedniego razu , więc wykorzystałam je , a , że było ich trochę mało , to dodałam okruszki biszkoptów.

Na zdjęciu tego nie widać , ale do zdobienia część kremu zabarwiłam sokiem malinowym - wyszedł kolor bladoróżowy.

środa, 4 marca 2009

Muffiny bananowo-kokosowe


Ostatnio miałam wielką ochotę na coś kokosowego i żeby można było to przygotować bardzo szybko. A cóż lepszego od muffinów nadaje się na taką okazję ? Co prawda zakupiłam niedawno pewną książeczkę z samymi przepisami na muffiny i babeczki , ale niestety nie znalazłam w niej tego , czego szukałam. No , ale od czego jest internet ;-) Przejrzałam kilka stron i szybko trafiłam na to , co chciałam - pyszne , słodziutkie muffinki , posypane wiórkami kokosowymi , które podczas pieczenia tak cudownie się przyrumieniły. Przepis pochodzi z tej strony.


Składniki (podobno na 8 sztuk , ale ja rozłożyłam ciasto do 12 foremek):
- 1 i 1/4 szkl. mąki
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 1/4 łyżeczki soli
- 2 bardzo dojrzałe banany (3/4 szkl. po rozgnieceniu)
- 11 dag masła
- 2/3 szkl. cukru
- 1 duże jajko
- 1/2 łyżeczki wanilii
- 3/4 szkl. słodzonych wiórków kokosowych (1/2 do ciasta + 1/4 do posypania)

W jednej misce wymieszać razem mąkę z proszkiem do pieczenia i solą. W drugiej roztrzepać jajka z cukrem , rozgniecionymi bananami , roztopionym i ostudzonym masłem , wanilią i 1/2 szkl. wiórków kokosowych. Połączyć zawartość obu misek i lekko , niedokładnie wymieszać. Nałożyć łyżką do foremek muffinkowych i posypać po wierzchu resztą wiórków kokosowych (1/4 szkl.). Piec ok. 25 minut w temperaturze 180-200 st.C.

wtorek, 3 marca 2009

Ciasto z brzoskwiniami


W oryginale to ciasto wyglądało troszkę inaczej i zastanawiałam się , czy sposób wykonania ma tak istotne znaczenie (akurat w tym przypadku). Otóż przepis jest bardzo prosty , a ja jeszcze bardziej ułatwiłam sobie zadanie - zamiast część składników ubić w jednej misce , a drugą część osobno , to ubiłam w jednej misce , zmieniając tylko kolejność. Piekłam to ciasto dwa razy pod rząd (co niesłychanie rzadko mi się zdarza) , a to dlatego , że tak nam posmakowało , no i mało przy nim pracy. Jednak uparcie za każdym razem robiłam po swojemu , a dodatkowo zmniejszałam ilość proszku do pieczenia i cukru. Jeśli chodzi o cukier , to m-żonek uznał , że słodsza wersja była lepsza (co nie znaczy , że druga wersja była za mało słodka , bo jak na mój gust , wcale nie była) , a jeśli chodzi o proszek do pieczenia , to następnym razem dałabym tylko 1 łyżeczkę. Z 1,5 łyżki do 1 łyżeczki ? - ano właśnie tak , bo według mnie ciasto wyszło zbyt puszyste , przypominające zwykły biszkopt , tylko trochę bardziej wilgotne. Niemniej jednak zajadaliśmy się nim i za pierwszym i za drugim razem. Gdyby nie to zdjęcie oryginału , to pewnie uznałabym , że ciasto takie właśnie powinno być , a tak... za wszelką cenę dążę do tego "ideału" (który tak naprawdę może nie być lepszy w smaku , ale ja po prostu muszę to sprawdzić) , więc chyba niedługo będzie do trzech razy sztuka ;-)
Przepis zaczerpnęłam z tej strony.

Nadzienie:
- 3 duże brzoskwinie lub 1 puszka brzoskwiń (użyłam z puszki)
- 1 i 1/2 łyżeczki cynamonu (dałam tylko 1/2 łyżeczki)
- 1/8 łyżeczki imbiru

Brzoskwinie obrać (te z puszki dobrze odsączyć) , pokroić w kostkę , posypać cynamonem i imbirem , wymieszać.

Ciasto:
- 3 szkl. mąki
- 1 i 1/2 łyżki proszku do pieczenia (dałam zdecydowanie mniej - za pierwszym razem niepełną łyżkę , a za drugim ok. 1/2 łyżki)
- szczypta soli
- 1 szkl. oleju
- 2 szkl. cukru (dałam trochę mniej)
- 4 jajka
- 1/4 szkl. syropu z brzoskwiń
- 1 i 1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego

Mąkę wymieszać z proszkiem do pieczenia i solą. Oddzielnie ubić olej z cukrem na kremową masę. W jeszcze jednej misce ubić jajka na jasną , pienistą masę , dodać syrop i wanilię. Wymieszać z masą olejową i jeszcze ubijać. Następnie wymieszać z mąką. Połowę ciasta wyłożyć do dobrze wysmarowanej tłuszczem i posypanej mąką formy z kominkiem (użyłam zwykłej kwadratowej). Posypać brzoskwiniami i zalać resztą ciasta. Piec 50-55 minut w temp. 160-180 st.C.

poniedziałek, 2 marca 2009

Mleczny chleb na zakwasie


Często zdarza mi się , że niektóre przepisy wstawiam z poślizgiem , czasami nawet całkiem dużym , zwłaszcza , jeśli po drodze są jakieś akcje kulinarne. Tak było i z tym chlebem - do tej pory zdążyłam go upiec już trzy razy ! Na początku szukałam po prostu przepisu na jakiś chleb z dodatkiem zakwasu , ale taki "ekspresowy". Wydawało mi się , że będzie to niemożliwe , bo zazwyczaj zakwasowce wymagają przynajmniej 12 godzin na przygotowanie. Takie są zresztą najlepsze , ale tym razem nie mogłam czekać aż tak długo. Chlebek z przepisu AgusiH. okazał się strzałem w dziesiątkę - szybki w przygotowaniu , delikatny i wilgotny w środku , o cienkiej skórce i neutralnym smaku. Może nie zachowuje tak długo świeżości jak typowy chleb na zakwasie , ale bez obaw , jest taki smaczny , że na pewno długo nie poleży.


Składniki:
- 1 szkl. zakwasu pszennego lub żytniego
- 2/3 szkl. mleka
- 1/4 szkl. wody źródlanej
- 2 łyżki roztopionego masła
- 1 płaska łyżka cukru
- 1 łyżka soli gruboziarnistej
- 3 i 1/4 szkl mąki pszennej
- 1 łyżeczka drożdży

Na wierzch:
- 1 jajko
- 2 łyżki słodkiej śmietanki
- ew. pestki dyni i słonecznika

Sposób przygotowania:
Doprowadzić zakwas do temperatury pokojowej. Wymieszać z ciepłym mlekiem.

METODA MANUALNA:
Drożdże rozpuścić w 1/4 szkl ciepłej wody, dodać cukier i 2-3 łyżki mąki.
Resztę mąki wymieszać z solą, miksturą drożdżową i zakwasem. Wyrabiać, pod koniec dodając roztopione masło. Zostawić na 1 godz. do wyrośnięcia w cieple, przykryte wilgotną ściereczką.

MASZYNA DO CHLEBA:
Wlać do maszyny zakwas z mlekiem. Nastawić na program: wyrabianie ciasta. Dodać resztę składników w/g instrukcji dołączonej do maszyny. Zostawić w maszynie do końca programu (rośnięcie trwa ok. 1 godz.).

NASTĘPNIE:
Natłuszczonymi rękami wyjąć ciasto, lekko wyrobić. Na posypanej mąką powierzchni uformować 2 okrągłe bochenki (ja uformowałam 1 podłużny). Zostawić do wyrośnięcia na 1 godz. na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, przykryte natłuszczoną folią.
Nagrzać piekarnik do 240 stopni, spryskać wodą. Posmarować bochenki jajkiem roztrzepanym z odrobiną słodkiej śmietanki. Jeden bochenek posypać pestkami dyni, drugi pestkami słonecznika.
Piec 10 minut w 240 stopniach, potem jeszcze 20 minut w 190 stopniach.